Reklama

Rokita Brzeg Dolny. Kwadratowy pech

14/10/2025 09:23

 

Piast Lutynia

- ROKITA BRZEG DOLNY 2-1 (1-0)

Bramka: D. Chylak (53’);

Żółte kartki: M. Szczur, M. Gacek, M. Kokociński;

ROKITA: P. Ptasznik – M. Wróbel, M. Szczur, M. Racki (70’ M. Kowalski), P. Sługocki, A. Woś, M. Kokociński, M. Żebrowski, M. Gacek (83’ K. Żuk), K. Wojtyło, D. Chylak.

 

Bez wątpienia do sportowych zwycięstw potrzebna jest przynajmniej odrobina szczęścia, a według słów filmowego Wielkiego Szu - trzeba umieć ją sobie zorganizować. Po sobotnim występie dolnobrzeskich Diabłów w Lutyni nasuwa się pytanie, czy brak szczęścia jest tożsamy z posiadaniem pecha - sądząc po przebiegu konfrontacji z Piastem, to jednak osobne kategorie. Można bowiem nie mieć fartu, ale jeśli omija nas także zła passa, to może jeszcze nie być najgorzej. Natomiast jeśli wyraźny deficyt pierwszego spotka się ze złośliwością losu, to jesteśmy w ciemnej… dolinie - tak jak podopieczni trenera Jakuba Wróbla w sobotniej konfrontacji.

Reklama

Od samego początku bowiem spotkanie toczyło się pod wyraźne dyktando przyjezdnych, którzy szybko przejęli środek pola, gdzie spokojnie budowali swoje akcje i kilka razy udało im się poważniej zagrozić piastowskiej bramce. Okazje do otwarcia wyniku mieli Dominik Chylak i Marcin Żebrowski, ale przyznać trzeba, że żadna nie była na tyle klarowna, aby po ich niecelnych uderzeniach pisać o zmarnowaniu znakomitych sytuacji. W obu przypadkach zabrakło trochę szczęścia. Po 2.stronie boiska natomiast w 41.minucie pech dopadł debiutującego na okręgowym szczeblu pomiędzy słupkami dolnobrzeskiej bramki Pawła Ptasznika - czy może raczej szczęście na oścież uśmiechnęło się do zawodnika z Lutyni. Po jednym z wyrzutów piłki z autu gracz Piasta znalazł się z nią przy linii końcowej, a ponieważ nie miał jej do końca opanowanej, w ekwilibrystyczny sposób próbował dorzucić futbolówkę w pole karne. Przewrotka udała się nadspodziewanie, gdyż po tym zagraniu piłka poprzez okienko znalazła drogę do siatki bramki przyjezdnych, zapewniając gospodarzom prowadzenie po 1.odsłonie.

Nasi piłkarze wyraźnie wiec tego dnia nie mieli co liczyć na sprzyjający uśmiech fortuny, ale spróbowali sami sobie coś zorganizować. Po spektakularnej akcji, w trakcie której dolnobrzeżanie wymienili pomiędzy sobą 8-9 podań z pierwszej piłki, przed pustą bramką znalazł się D. Chylak i z najbliższej odległości wpisał się na listę strzelców. Po tym wydarzeniu przewaga Rokity wyraźnie wzrosła i kwestią czasu wydawało się, kiedy padną kolejne bramki dla gości. Oprócz lidera ofensywnej formacji diabelskiej ekipy okazję po temu mieli także Marcin Kokociński czy Karol Wojtyło, ale po ich uderzeniach futbolówka minimalnie mijała cel. Swojego szczęścia spróbował poszukać także Michał Racki (na zdjęciu), ale w Lutyni tego dnia nie znalazł go żaden z piłkarzy Rokity - zarezerwowane było dla gospodarzy, gdyż kolejnym fartownym zrządzeniem losu wytłumaczyć można trafienie, które przyniosło miejscowym zwycięskiego gola. Padł on w kuriozalnych okolicznościach, gdyż wybijający piłkę z własnego przedpola obrońca Rokity - w zdawałoby się spokojnych okolicznościach przyrody i bezpiecznej odległości od bramki, trafił futbolówką w nogę napastnika Piasta, a ta po rykoszecie wylądowała tuż przy słupku bramki naszego zespołu. Nasi gracze do samego końca walczyli o uratowanie choćby remisu, ale tego dnia niemal wszystko sprzyjało gospodarzom, mogących po końcowym gwizdku arbitra cieszyć się z kompletu punktów.

Reklama

- Przez wiele lat mojej przygody z piłką nauczyłem się, że futbol bywa niesprawiedliwy, ale co jednego dnia zabiera, to potem oddaje i z tej perspektywy wypada chyba spojrzeć na to spotkanie - powiedział szkoleniowiec dolnobrzeżan J. Wróbel. - Być może zabrzmi to dziwnie, ale w naszym wykonaniu był to świetny mecz. Przez cały czas byliśmy stroną prowadzącą grę, potrafiliśmy stworzyć sytuacje bramkowe, w których finalizacji wprawdzie zabrakło trochę jakości, ale docenić trzeba także znakomite interwencje golkipera przeciwnika, a na sowa uznania zasłużył cały zespół Piasta. Nie widziałem jednak jeszcze takiego meczu, w którym o rozstrzygnięciu decydowały tak „oryginalne” trafienia. W całych rozgrywkach przeciętnie na zespół przypadają takie jedna, może dwie bramki, a tutaj mieliśmy kumulację. Wypada tylko powinszować rywalom szczęścia.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości