Coraz więcej osób szuka naturalnych metod, by zadbać o zdrowie i odzyskać równowagę. O tym, jak terapia czaszkowo-krzyżowa, masaże inspirowane Tradycyjną Medycyną Chińską czy praca z energią wspierają ciało i psychikę, opowiada Ewelina Orniacka prowadząca gabinet Ku Sobie.
- Coraz częściej szukamy naturalnych sposobów na zdrowie. Z czego twoim zdaniem to wynika?
- Myślę, że przyszedł czas kiedy coraz więcej ludzi jest świadomych. Żyjemy w wyjątkowych czasach, tempo życia jest znacznie szybsze niż kiedyś, to generuje wiele napięć i emocji, które niezaopiekowane prowadzą do dyskomfortu w ciele i umyśle, w tym również po dłuższym czasie do chorób. Ludzie zaczynają dostrzegać, że tabletka nie zawsze rozwiązuje przyczynę problemu. Czasem oczywiście pomaga, ale często symptomy powracają, bądź z czasem się nasilają. Nie neguję tutaj absolutnie medycyny, jednie sygnalizuję, że nie jest to jedyne rozwiązanie, które można wspomóc również innymi metodami zażegnania problemu. Coraz więcej osób chce lepiej rozumieć swoje ciało i wspierać je w naturalny sposób – w zgodzie z jego rytmem, zamiast tylko tłumić objawy. Obserwuję też powrót do zaufania własnej intuicji. Myślę, że coraz więcej osób widzi, że klasyczna medycyna świetnie radzi sobie w stanach ostrych, ale przy przewlekłym stresie, bólach czy napięciach często potrzebne jest coś więcej. Naturalne terapie nie konkurują z medycyną, tylko ją uzupełniają – pozwalają organizmowi uruchomić własne mechanizmy samoregulacji. To także powrót do uważności na siebie i chęci życia w większej równowadze.
- Jakimi terapiami się zajmujesz i na czym one polegają?
- Na początku mojej drogi wykonywałam Masaż Pięciu Przemian. To holistyczna, autorska forma pracy z ciałem, inspirowana Tradycyjną Medycyną Chińską i wiedzą o Pięciu Przemianach (zwanych też żywiołami: drewno, ogień, ziemia, metal, woda). Polega na wykorzystaniu fizycznych technik manualnych i energetycznych, by przywrócić harmonię przepływu energii (Qi) w ciele bez leków. Masaż polega na delikatnym kołysaniu ciała, rozciąganiu, naciskaniu, zginaniu kończyn i rotacji stawów. Wędruje się po systemie meridianów, przez które płynie energia Qi. Masaż jest bardzo delikatny i w efekcie poprawia przepływ energii w ciele, rozluźnia, poprawia elastyczność stawów, wspiera narządy wewnętrzne, podnosi odporność i oczywiście ogólnie poprawia samopoczucie.
Następnie zaczęłam wykonywać metodę Access Bars® z zakresu energoterapii, opartą na delikatnym dotyku i stymulowaniu 32 specjalnych punktów na głowie, zwanych "Bars" (prętami), które przechowują myśli, emocje, przekonania i wspomnienia. Delikatny dotyk w tych punktach rozładowuje nagromadzone ładunki energetyczne, uwalniając ograniczające wzorce myślenia. W rezultacie jest lepszy przepływ energii, co podnosi nastrój, wycisza, zwiększa się jasność umysłu i likwiduje blokady do tworzenia lepszego życia. Sesja jest wykonywana na leżąco w ubraniu. Sesja trwa zazwyczaj do 90 minut. W trakcie wykonywania sesji klient zazwyczaj doświadcza głębokiego relaksu, wyciszenia, czasami odczuwa mrowienie, ciepło, a nawet zasypia. W efekcie ten sposób pomaga w redukcji stresu i lęków, poprawia jakość snu, pojawia się większa chęć do kreacji, otwartość i jasność umysłu, lekkość, a można się wyzbyć blokad emocjonalnych i uwolnić od negatywnych schematów. Ten delikatny dotyk powoduje zwolnienie fal mózgowych – przejście z fal beta (stanu aktywnej uwagi) do alfa/theta (głębszego relaksu). Bardzo ciekawą metodą jest Dotyk Kwantowy, który mnie zaskakuje w efektach, znany również jako Quantum Touch. Zakłada, że każdy z nas posiada naturalną zdolność wykorzystywania energii życiowej – "life-force energy" (np. chi, prana) – pozwalającej wspierać procesy samoleczenia. Podczas terapii, wykorzystuję świadome oddychanie, intencję oraz świadomość ciała, aby podnieść własną wibrację i zsynchronizować ją z wibracją pacjenta, co ma pozwolić tej energii płynąć i wspierać zdrowienie osoby korzystającej z sesji i stymulować procesy samoregeneracji. Dotyk jest bardzo subtelny i wiele osób odczuwa ciepło, mrowienie, głęboki spokój (czasem pojawia się też emocjonalna ulga). Tą metodę stosuję do redukcji bólu mięśni i stawów, do zmniejszenia napięcia, złagodzenia stanów zapalnych, redukcji napięcia oraz jako wsparcie w regeneracji strukturalnej ciała.
Przede wszystkim pracuję metodą terapii czaszkowo-krzyżowej w ujęciu biodynamicznym. To wyjątkowo delikatna forma terapii manualnej, która wyrosła z osteopatii, znana także jako biodynamic craniosacral therapy. To podejście stawia na nieinwazyjność i uważność. W centrum podejścia biodynamicznego leży wiara we wrodzoną mądrość ciała, zdolność do samoregulacji i samoleczenia. Terapia wspiera naturalne procesy fizjologiczne, zwłaszcza w obrębie systemu czaszkowo-krzyżowego – obejmującego czaszkę, kręgosłup, kość krzyżową, opony mózgowo-rdzeniowe oraz płyn mózgowo-rdzeniowy.
W trakcie terapii nie wykonuję masażu ani manipulacji, moje dłonie jedynie "słuchają" ciała, czasem nawet przez koc. Moje ręce wędrują tam gdzie naturalnie pojawia się potrzeba, np. na głowie, kręgosłupie, miednicy czy stopach. Obiekt obserwowany zmienia się, więc moje ręce są moimi oczami obserwującymi m.in. tkanki w różnych częściach ciała, które i z biegiem czasu reagują, odpowiadają i pomału wracają do stanu "normalnego". Poza miejscowymi uwalnianiem tkanki, w trakcie terapii wyczuwalne są różne subtelne rytmy w ciele u osoby poddającej się terapii niezależne od oddechu i pulsu, są nimi tzw. pływy (fluktuacje płynu mózgowo-rdzeniowego) . W trakcie sesji wsłuchuję się w rytmy , podążam za nimi i obserwuję do momentu, kiedy ich dynamika stabilizuje się ponieważ to właśnie one stanowią esencję siły życiowej organizmu. W trakcie można odczuwać głęboki relaks, wpada się w stan między snem a jawą, a czasem po prostu się zasypia. W ciele odczuwalne mogą być wrażenia somatyczne takie jak ciepło, chłód, pulsowanie czy lekkie dreszcze. Czasem pojawiają się jakieś obrazy z przeszłości, wspomnienia, uczucia – świadczące o uwalnianiu napięć i traum.
- Jakie korzyści daje terapia czaszkowo krzyżowa ?
Zauważalne są korzyści fizyczne, emocjonalne i psychiczne. Często obserwują osoby redukcję bólu, szczególnie głowy, migren, bólu pleców, szyi, stawów, barków. Obserwują też rozluźnienie ogólne mięśni i powięzi. Układ nerwowy wycisza się i redukuje się stres. Poprawia się układ krążenia, szczególnie widać poprawę u ciśnieniowców. Drenaż limfatyczny wykonywany tą metodą również bardzo dobrze reguluje układ limfatyczny. Po terapii sen zaczyna się regulować. Ten rodzaj terapii wspomaga regenerację po zabiegach i operacjach, w tym również po operacjach serca. Zauważalny tu jest bardzo pogłębiony i lekki oddech. Ale i terapia blizny wspomaga regenerację tkanek. Jeśli mamy natomiast na myśli samopoczucie, to następuje redukcja lęku i napięcia emocjonalnego. Poprawia się koncentracja i jasność myślenia. Stajemy się stabilni bardziej emocjonalnie i nabieramy dystansu w życiu codziennym. Bardzo dobrze integruje ciało, umysł i emocje. Procesy samoregulacji i regeneracji są pobudzane, choć często wymagają kilku sesji, z zachowaniem odstępów ok. 1 tygodnia. Tempo jest bardzo indywidualne. Osoba sama decyduje kiedy już czuje równowagę i lekkość i wtedy kończymy ciąg spotkań, choć i tak wracają na przypominające doraźne sesje w trudniejszych momentach lub profilaktycznie . W trakcie terapii czaszkowo krzyżowej korzystam również z "Dotyku kwantowego", wówczas obserwuję wzmożenie i przyspieszenie procesów jakie zachodzą w organizmie, jednak tu podchodzę bardzo indywidualnie i z dużym wyczuciem do tej praktyki.
Zajmuję się także bioenergoterapią, która zaliczana jest do medycyny alternatywnej i niekonwencjonalnej, opierającej się na założeniu, że człowiek posiada pole energetyczne (biopole, aura), a zdrowie zależy od swobodnego przepływu energii życiowej. Wyczuwalne zaburzenia pacjenta w tym polu są regulowane, co wspiera proces samouzdrawiania organizmu. Energia życiowa (chi, prana, qi) może być zaburzona przez stres, choroby, traumy. Ten sposób oddziaływania na pacjenta reguluje przepływ energii, usuwając blokady i wzmacniając naturalną odporność organizmu. Z punktu widzenia bioenergoterapii ciało, umysł i emocje są nierozerwalnie połączone a praca z energią wpływa na wszystkie te obszary. Każda z wymienionych przeze mnie terapii ma trochę inne narzędzia, ale wspólny mianownik czyli uważność i obecność.
- Pamiętasz swoją pierwszą sesję jako terapeutka? Jakie to było doświadczenie?
- Na szczęście zaczynałam swoje różne praktyki na najbliższych, więc nie miałam stresu, lecz pokorę i ciekawość. Byłam pełna wdzięczności i wzruszenia, że mogę być narzędziem do poprawy kondycji moich bliskich. Z biegiem czasu dopiero otwierałam się na szersze działanie.
- Jak wygląda taki zabieg "od kuchni"? Czy pacjent leży, zasypia, rozmawia?
- Najczęściej pacjent leży wygodnie na leżance, w ubraniu. Czasami zasypia – i to jest w porządku, bo głęboki relaks wspiera proces. Bywa też, że ktoś potrzebuje rozmowy albo dzieli się tym, co czuje. Każda sesja wygląda trochę inaczej, bo dopasowuję się do tego, co w danym momencie potrzebne, zależne to jest również od metod jaki stosuję i na jakich partiach ciała pracuję. Ale najczęściej pacjent leży w wygodnym ubraniu na łóżku do masażu, przykryty kocykiem , przy nastrojowej delikatnej muzyce w tle. Osoba zazwyczaj doznaje bardzo głębokiego odprężenia.
- Z czym najczęściej przychodzą do ciebie ludzie – bardziej z bólem ciała czy z przemęczonym umysłem?
- Czasem jest to przeciążenie, ogólny brak energii i obniżony nastrój. Ale często są osoby , które mają już oba aspekty . Ktoś przychodzi z bólem pleców, barku, głowy, kolana, a okazuje się, że to efekt przewlekłego stresu. Inna osoba skarży się na bezsenność i napięcie, a ciało pokazuje, że jest bardzo przeciążone. Ciało i umysł nie funkcjonują osobno – praca z jednym wspiera drugie. Zdarzają się także osoby , które przeszły już operację, żeby wspomóc proces regeneracji i powrotu do równowagi. Czasem pracuję również z dziećmi, które mają problem z koncentracją lub są pobudzone na co dzień, czy przebodźcowane, ale też z brakiem pewności siebie.
- Czy zdarza się, że ktoś przychodzi bardzo sceptyczny, a wychodzi zaskoczony tym, co poczuł?
Tak, i to często! Zdarza się, że ktoś mówi: "Nic o tym nie wiem, ale spróbuję". A potem doświadcza głębokiego rozluźnienia, którego dawno nie czuł, rozpływającego się ciepła w ciele, albo łez, które same napływają i przynoszą ulgę. To są piękne momenty, bo pokazują, że ciało nie potrzebuje teorii, tylko przestrzeni, by mówić swoim językiem.
- Czy to, czym się zajmujesz nauczyło cię czegoś o innych osobach lub o sobie samej?
- Każda osoba , która pojawiła się u mnie ma swoją historię, przeżycia, które wpłynęły bezpośrednio i pośrednio na ich obecny stan i zdeterminowały ich sposób postrzegania i podejścia do życia. Jestem zaskoczona często ich postępami, nie dlatego, że nie wierzę w działanie terapii, ale ze względu na potencjał jaki został uwolniony. Tylko po tym jak już osoba jest wyregulowana, budzi się kreacja, wraca pewność siebie, błysk w oku i często życie nabiera barw. To mnie zachwyca i ogromnie cieszy. Czasem osoby po prostu utknęły, i dopiero po dotknięciu jakiegoś zapomnianego przeżycia, które było uwięzione przez lata w ciele odzyskują energię i siłę. Ile ludzi tyle historii, a każda jest niesamowita. Jestem pełna podziwu dla tych osób ile nosiły i ile przeżyły. To czym się zajmuję, to kompletne zaskoczenie dla mnie. Zawsze byłam pełna energii, spontaniczna i nie mogłam usiedzieć w miejscu, a tu proszę, potrafię przez godzinę czasu obserwować procesy w pełnym skupieniu w ciszy i sprawia mi to frajdę. Dowiedziałam się , że mam w sobie spokój, cierpliwość i równowagę. Mam w sobie od zawsze dużą wyrozumiałość, empatię i szacunek do innych, nie klasyfikuję, nie skreślam , nie kategoryzuję, i jestem dyskretna. Co jeszcze ciekawe, to uczę się puszczać kontrolę, odprężać , rozluźniać i ufać, bo tylko w takim stanie mogę być narzędziem, inaczej przepływ nie będzie tak swobodny i nie zadzieją się wszystkie procesy sprzyjające zdrowieniu danej osoby. Naturalną reakcją na nacisk jest opór, więc brak oczekiwań i wymuszania daje przestrzeń na to co nie przewidywalne. Jestem w ciągłym też swoim procesie i mam coraz większą pokorę i znajduję również u siebie coraz więcej obszarów do pracy nad sobą. Daleko mi do ideału lecz jest to bardzo ciekawa droga pełna niełatwych emocji, ale celem jest chyba właśnie ta podróż do siebie.
- Jak sama dbasz o swój spokój i równowagę? Masz jakieś małe rytuały na co dzień?
- Tak, mam kilka. Mój idealny poranek to poranne Rytuały Tybetańskie, kilka asan z jogi i krótka medytacja z rozświetleniem. Potem szybciutkie uziemienie na porannej trawce z rosą i tyle. W ciągu dnia godzinka wysiłku fizycznego, jakakolwiek forma ćwiczeń plus krótkie spacery do lasu (mieszkam przy samym lesie).
- Czym jest skierowanie się "ku sobie"?
- To zatrzymanie się i odwrócenie uwagi od świata zewnętrznego – oczekiwań, pośpiechu, obowiązków – w stronę własnego wnętrza. To pytanie siebie: "Jak się mam? Czego potrzebuję?". Czasem wystarczy chwila ciszy, by usłyszeć odpowiedź. To nie egoizm, ale fundament zdrowia i spokoju. To kontakt z własnym ciałem, emocjami, intuicją. W praktyce może to być chwila ciszy, świadomy oddech czy sesja terapeutyczna. To czas, kiedy naprawdę słuchamy siebie, zaczynamy bardziej siebie rozumieć, rozumiemy swoje reakcje i dostrzegamy swoje potrzeby – to zrozumienie i akceptacja rodzi spokój. Zaczynamy zauważać, że nasza reakcja na nasz dyskomfort, trigger nie jest już natychmiastowa z poziomu ego, ale zaczynami reagować z poziomu serca. Nabieramy dystansu do wielu spraw. Przestajemy budować barykady, zbroić się, izolować, obwiniać, karać. To wcale nie oznacza, że przestajemy odczuwać emocje. One są dla nas cennym drogowskazem i są dla nas bardzo ważne. Kierując się do środka, z pozycji serca zaczynamy je rozumieć, przyjmować, przeżywać, akceptować i wtedy nasza reakcja korzystniejsza dla nas.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze