Na granicę polsko-ukraińską stale udają się Polacy z pomocą dla uciekających przed wojną sąsiadów. Niestety sytuacja obywateli Ukrainy jest ciężka. Jest zimno, brakuje leków. Wiele osób decyduje się iść na piechotę. To co dzieje się na granicy relacjonuje mieszkanka Wołowa, która udała się do Przemyśla nieść pomoc potrzebującym.
- Jestem w Przemyślu. Tu jest strasznie. Najbiedniejsze są te dzieci. Odwodnione z gorączka, chore. Zanim dostaną się do Polski czekają kilka dni w tym zimnie. Brakuje leków w pobliskich aptekach. Piszemy i ogłaszamy wszędzie żeby ludzie się organizowali i przesyłali lub przyjeżdżali z lekami dla dzieci. Matki też chore ale nic dla siebie nie chcą, chcą tylko ratować swoje dzieci. Ci w samochodach nie wyłączają silników żeby dzieci miały ciepło i nie maja już benzyny ani gazu. Idą na piechotę porzucają samochody. Małe kilkuletnie dzieci idą wiele kilometrów aby dojść do granicy. Ojcowie przekazują swoje dzieci nawet obcym kobietom aby je przeprowadziły przez granice, bo sami muszą wracać bo mobilizacja. Pomagamy jak możemy. Ja i cała moja rodzina jest w to zaangażowana. Nigdy nie myślałam, ze zobaczę coś takiego w bogatej Europie XXI wieku. Armagedon - relacjonuje mieszkanka Wołowa.
Zobacz też:
https://kuriergmin.pl/wolow/gdzie-przekazywac-pomoc-dla-mieszkancow-ukrainy-lista-miejsc/ https://kuriergmin.pl/wolow/pomoc-od-naszych-strazakow-juz-jedzie-do-ukrainy/ https://kuriergmin.pl/wolow/pierwsi-uchodzcy-z-ukrainy-dotarli-dzisiaj-do-wolowa/Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze