Zablokowałeś PESEL i myślisz, że nikt nie ukradnie Twoich pieniędzy? Niestety, oszuści są sprytniejsi, niż nam się wydaje. Ostatni gigantyczny wyciek z popularnego systemu medycznego udowadnia, że jedno kliknięcie w telefonie to za mało, by spać spokojnie. Zobacz, jak łatwo sprawdzić, czy Twoje informacje trafiły w ręce hakerów, dlaczego sama blokada numeru nie wystarczy i jak naprawdę uchronić się przed kradzieżą tożsamości.
Zastrzeżenie numeru PESEL w aplikacji mObywatel to dzisiaj nasz podstawowy obowiązek. To świetna, cyfrowa kłódka, która ratuje nas przed najgorszym scenariuszem – wzięciem na nasze nazwisko ogromnego kredytu w banku. Z najnowszych badań wynika, że większość z nas doskonale o tym wie i od razu zablokowałaby swoje dane po wycieku. Problem polega na tym, że na tej jednej czynności zazwyczaj poprzestajemy. A zablokowany PESEL wciąż jest dla oszustów bardzo cennym łupem. Przestępcy wciąż potrafią wykorzystać nasze dane do wynajęcia mieszkania, wypożyczenia drogiego sprzętu, zrobienia zakupów z odroczoną płatnością, a nawet do założenia fałszywej firmy.
O tym, jak bardzo jest to niebezpieczne, przypomina nam niedawny, potężny atak hakerski na firmę medyczną MyDr. Z systemu mogło zniknąć blisko dziewiętnaście milionów wpisów z wrażliwymi informacjami o pacjentach. Aby upewnić się, czy ten problem dotyczy również nas, powinniśmy wejść na oficjalną, rządową stronę bezpiecznedane.gov.pl. Musimy jednak uzbroić się w cierpliwość. Ze względu na ogromne zainteresowanie tą sprawą, trafimy tam do wirtualnej poczekalni. Na ekranie zobaczymy swoje miejsce w kolejce oraz czas, jaki pozostał do zalogowania. Trzeba też pamiętać o jednej ważnej rzeczy. Rządowy serwis odpowie nam tylko na pytanie, czy nasze dane w ogóle wyciekły. Nie dowiemy się z niego, z jakiej dokładnie przychodni pochodzą informacje ani jakich chorób dotyczą. Po takie szczegóły musimy zgłosić się bezpośrednio do placówki medycznej, w której się leczyliśmy.
Kiedy do sieci trafia nasz PESEL, zazwyczaj wyciekają razem z nim nasze imię i nazwisko, numer telefonu, adres e-mail oraz historia leczenia. Taki zestaw informacji to dla przestępców prawdziwa żyła złota. Pozwala im na tworzenie niezwykle wiarygodnych pułapek. Dzwonią do nas lub piszą SMS-y, bardzo umiejętnie podszywając się pod pracowników naszej przychodni, urzędników Narodowego Funduszu Zdrowia albo bankowców. Straszą nas rzekomą niedopłatą za ostatnią wizytę lub wysyłają fałszywy link do e-recepty. Zależy im wyłącznie na tym, abyśmy pod wpływem stresu kliknęli w ten link i wpisali tam swoje hasło do banku. Zapamiętajmy najważniejszą zasadę: to, że rozmówca doskonale zna nasze nazwisko i wie, u jakiego lekarza niedawno byliśmy, wcale nie oznacza, że dzwoni z przychodni.
Zastrzeżenie PESEL-u to nasz pierwszy, niezwykle ważny mur obronny, ale to nasza codzienna czujność decyduje o pełnym bezpieczeństwie. Jeśli na stronie bezpiecznedane.gov.pl zobaczysz, że Twoje informacje wyciekły, musisz zacząć działać. Natychmiast zmień hasła w najważniejszych miejscach w internecie, zwłaszcza w banku i na poczcie e-mail. Tam, gdzie to tylko możliwe, włącz podwójne logowanie, żeby każdą operację potwierdzać na przykład dodatkowym kodem SMS. Oprócz tego wejdź w nawyk regularnego przeglądania historii swoich kont bankowych oraz sprawdzaj raporty dotyczące swojej historii kredytowej. Dopiero takie rozsądne, kompleksowe podejście da Ci gwarancję, że Twoje finanse są bezpieczne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze