Pochodzący z Wołowa Daniel Mikusek pokazuje w internecie swoje życie na Białorusi i komentuje wydarzenia polityczne. Nie wyjechał tam w celach turystycznych. Po uwolnieniu Andrzeja Poczobuta, polsko-białoruskiego dziennikarza więzionego przez reżim przez pięć lat, pojawił się w jego przekazie komentarz, który może być przykładem tego, jak działa propaganda: jedno zdanie wyrwane z kontekstu zaczyna opowiadać zupełnie inną historię niż ta, którą chciał przekazać autor.
To historia, która zaczyna się lokalnie, w Wołowie, ale dotyka znacznie większego problemu: tego, jak dziś buduje się przekaz polityczny i jak łatwo odwrócić znaczenie czyichś słów. Daniel Mikusek, pochodzący z Wołowa od dłuższego czasu publikuje materiały związane z Białorusią, gdzie wyjechał i publicznie pokazuje swoją decyzję o życiu poza Polską. Po uwolnieniu Andrzeja Poczobuta odniósł się do informacji o tym, że dziennikarz mówi o chęci powrotu na Białoruś. W jego internetowych dyskusjach pojawiła się interpretacja, że skoro człowiek, który spędził lata w więzieniu, chce wrócić, to znaczy, że „tam jest lepiej niż w Polsce”.
Tylko że sam Poczobut mówił o czymś zupełnie innym.
W takich sytuacjach często działa bardzo prosty mechanizm. Nie trzeba nikogo przekonywać wprost ani tworzyć nieprawdziwych informacji. Wystarczy wyciągnąć jedno zdanie z szerszej wypowiedzi, pozbawić je kontekstu i nadać mu nowe znaczenie. Odbiorca dostaje prosty przekaz: skoro ktoś po więzieniu chce wracać, to znaczy, że sytuacja nie była tak zła. Problem w tym, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Andrzej Poczobut przez lata był jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy działających na Białorusi. Opisywał życie społeczne i polityczne, angażował się także w działalność środowiska polskiej mniejszości. Po zatrzymaniu jego nazwisko stało się symbolem walki o wolność słowa i praw obywatelskich. O jego uwolnienie apelowali dziennikarze, organizacje międzynarodowe, politycy i środowiska polonijne.
Dla wielu osób jego deklaracja o chęci powrotu była niezrozumiała. Ale osoby, które zajmują się tematyką Białorusi, od lat zwracają uwagę na zjawisko dobrze znane w środowiskach emigracyjnych. Można nie zgadzać się z władzą, a jednocześnie nie przestać kochać miejsca, z którego się pochodzi. Powrót nie zawsze oznacza akceptację systemu. Czasem oznacza więź z ludźmi, językiem i odpowiedzialność za tych, którzy zostali.
Polsko-białoruski dziennikarz i działacz mniejszości polskiej został uwolniony 28 kwietnia po ponad pięciu latach więzienia. Był skazany w sprawie uznawanej międzynarodowo za polityczną, w związku ze swoją działalnością dziennikarską, komentarzami dotyczącymi protestów i działalnością na rzecz polskiej społeczności na Białorusi.
Po wyjściu na wolność mówił o powrocie do Grodna. Ale nie dlatego, że odrzuca Polskę. W wypowiedziach po uwolnieniu podkreślał, że na miejscu zostali ludzie, których nie chce zostawiać, przyjaciele, środowisko, osoby nadal żyjące pod presją reżimu. Pojawiały się relacje, że już po uwolnieniu pytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś.
I właśnie tutaj widać mechanizm propagandy.
Nie trzeba wymyślać nowych faktów. Wystarczy wybrać jedno zdanie i zmienić jego znaczenie. Z człowieka, który siedział w więzieniu za swoją działalność, zrobić argument na rzecz systemu, który go wcześniej zamknął.
Dlatego warto czytać więcej niż nagłówki i pojedyncze cytaty. Szczególnie wtedy, gdy dotyczą ludzi, którzy zapłacili wysoką cenę za swoją działalność. Bo propaganda rzadko zaczyna się od jawnego kłamstwa. Częściej zaczyna się od półprawdy i od opowieści, w której zmienia się nie fakty, ale ich znaczenie.
Dziś wielu niezależnych dziennikarzy z Białorusi pracuje już poza swoim krajem, część wyjechała po groźbie aresztowania, część po wyjściu z więzień, część działa z Polski i Litwy, bo u siebie nie może już publikować. Mimo to nadal opisują rzeczywistość za wschodnią granicą.
O tym, jak wygląda codzienność na Białorusi przeczytacie w materiale pod linkiem https://bgmedia.site/politika-i-ekonomika/pochemu-poezdka-v-belarus-mozhet-stoit-svobody/
Artykuł został napisany przez białoruskich dziennikarzy, którzy publikują poza granicami kraju, gdzie mieszkają. W tym artykule opisują co grozi turystom, którzy zamierzają przekroczyć granicę w poszukiwaniu przygody. - Są traktowani jak "żywe mięso"- piszą dziennikarze z portalu BGMedia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze