Katarzyna Majewska i Piotr Dobosiewicz oraz ich pies Fender, kiedyś mieszkali w dużym mieście, teraz żyją w lesie. Na jego skraju prowadzą firmę. W sercu mają ekologię, miłość do natury i filozofię "zero waste". Nie żyją "tu i teraz". Wierzą, że ważne jest to, co na Ziemi pozostawią po sobie.
Z miasta do lasu
W jednej z dolnośląskich wsi- Osoli, mieszkają od siedmiu lat. Ona jest absolwentką Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalistką badań klinicznych, laureatką konkursów zielarskich. On- artysta, fotograf, odpowiedzialny za cały wizerunek graficzny Makutu, bo tak nazwali swoją firmę. Niegdyś prawdziwe mieszczuchy. Dziś- ludzie lasu, bo praktycznie w lesie żyją i z lasu korzystają w pełni, na zasadzie symbiozy i zgody. Tu założyli swoją firmę do produkcji naturalnych kosmetyków. Wszystko co się wokół niej kręci ma związek nie z chemią, ale z naturą, klimatem i Matką - Ziemią.
Zaczęło się od starego domu po babci
Zamieszkują stary dom, który babcia Katarzyny kupiła swoim rodzicom jako domek letniskowy, tuż po wojnie. Kasia: Nie był to budynek przystosowany do całorocznego użytku. Zaadaptowaliśmy, aby służył naszemu codziennemu życiu. I dodaje: Każde nasze działanie włożone w ten obiekt było zgodne z naszymi wartościami i filozofią, aby jak najmniej w niego ingerować i zmieniać oraz, aby przy tym generować minimum odpadów. Wykorzystali więc wszystko, co było dostępne do przeróbek, np. stare drewno, ocieplili go i przebudowali tak, aby nie zmieniać jego struktury. Nie ruszają także otoczenia. Szanując przyrodę nie wycinają okolicznych drzew. Mieszka im się dobrze, może dlatego, że natura odwdzięcza im się tą samą miłością, którą oni okazują jej.
Piotr: Wybudowaliśmy porządną, ekologiczną oczyszczalnię ścieków, aby dobrze zabezpieczyć to, co wyprodukujemy. Kasia dodaje: Nie używamy chemii, nasza chemia gospodarcza jest w 100 % naturalna, w większości produkowana przez nas samych. Używamy własnych płynów do prania, kosmetyków. Nie mamy "twardej chemii". Piotr: W zasadzie kupujemy tylko pastę do zębów i dezodoranty, ponieważ mamy nadwrażliwość na sodę.
Wszelkie media dostarcza im świat. Mają światłowód, prąd. Zrezygnowali z pieca i ogrzewania drewnem lub węglem, ponieważ najbardziej ekologiczne jest korzystanie z elektryki. Zainwestowali w panele fotowoltaiczne, więc cały dom i laboratorium, w którym powstają kosmetyki, zaopatrywane są w energię dzięki Słońcu. Wodę mają miejską, zadbali tylko o jej jakość filtrami, aby była czysta. Katarzyna zaznacza: Produkcja to nie tylko ostateczny wyrób, to też odpady, ścieki. Ale i o to się zatroszczyli. Wszelkie ścieki, które powstają przy produkcji kosmetyków, czy woda szara, która spływa z domu, gromadzone są we własnej, ekologicznej oczyszczalni, gdzie odpowiednie bakterie dbają o rozkład wszystkiego, co tam trafia. Oczyszczona woda rozprowadzana jest po Kasi i Piotra ogrodzie. Wyłapują deszczówkę, którą także wykorzystują do podlewania roślin. Mają ogród zielny, uprawiają dynie. Ich działka nie posiada bruków, nie ma tam sztucznie wytyczonych betonowych ścieżek, ponieważ żyjąc w lesie starają się, aby ten las był blisko nich. Nie przeszkadza im także, że las, mniej lub bardziej symbolicznie wchodzi do domu.
Biznes blisko natury
Są ludźmi z miasta, z doświadczeniem w dużym biznesie. Katarzyna: Przez wiele lat pracowałam w firmach medycznych, ale żyłam w przekonaniu, że kiedyś będę prowadziła swój biznes blisko natury. Dziś mam swoją firmę i laboratorium do robienia kosmetyków eko. Las dał im nie tylko odpoczynek, ale i miejsce pracy, dlatego dbają o niego z największą czułością.
- Już jako dziecko robiłam preparaty z ogórka wybielające piegi, które mi strasznie przeszkadzały na nosie, a babcia twierdziła, że ogórek wybiela- śmieje się Kasia. Piegi ma do dzisiaj, bo ogórek nie był najskuteczniejszym specyfikiem na ich likwidację, natomiast ta myśl, że będzie "kręcić" kosmetyki w zgodzie ze sobą- została. W Makutu robią je głównie z roślin rosnących w okolicy, pozyskują zielność dziką. Dzięki nowoczesnemu laboratorium i odpowiednim sprzętom mogą wykonywać ekstrakty lub destylację, czyli bazę kosmetyków. A jeśli pewnych roślin nie ma, nie rosną tu, u nich, naturalnie? To żadna przeszkoda. Wtedy w drodze "fair trade" sprowadzają to, czego potrzebują, szukając lokalnych dostawców.
Ich kosmetyki są wegańskie, w całości produkowane z roślin, nie ma w nich ani jednego składnika pochodzenia zwierzęcego. Faunę szanują tak jak florę. Piotr: Oszczędzamy nawet wosk pszczeli, a zamiast niego używamy wosków roślinnych.
Dzięki temu, że jest tak duży wybór lokalnych roślin i dzięki wiedzy Katarzyny, mają wpływ na skuteczność swoich wyrobów. Różnorodność i kompatybilność roślin pozwala tworzyć produkty z krótkim składem. Kasia wie, że pozyskany materiał roślinny nie musi być bardzo przetworzony, aby był efektywny. Trzeba mieć jednak do tego fachową wiedzę i doświadczenie. Makutu to kuchnia kosmetyczna nie tylko jako stricte kuchnia, w której się je przygotowuje, ale jako miejsce, gdzie robi się coś dobrego, smacznego, czym możemy nakarmić swoje ciało, dostarczyć wartości odżywcze każdej komórce organizmu. To świadomość, że zasługujemy na to, co jest dla nas optymalne i dobre. A co mają w ofercie? Produkty do mycia: szampony, pianki, kąpiel magnezową. Kosmetyki do pielęgnacji twarzy: olejek do ust, krem personalny, serum aloes, serum złota róża, mazidełko konopne, przeróżne maski, np. z czerwonych winogron. Posiadają też coś dla dłoni i ciała- peelingi między innymi z aronii i maliny oraz maski.
Opakowania - do zniszczenia te same
Kosmetyki to też opakowania i trudny temat. Kasia z Piotrem, wedle swoich wartości, starają się używać opakowania wielokrotnego użytku. Oboje mówią: Jeśli możemy, korzystamy z opakowań szklanych powstających z recyklingu. Być może dla niektórych opakowania te są mniej estetyczne, ciemne, ale dla nas jest to kolejny krok ku ekologii. Gdy musimy użyć opakowań PET, jako opcji bardziej opłacalnej i ekonomicznej, a nawet ekologicznej w związku z globalnym wykorzystaniem produktu, to używamy takich opakowań, które powstają z wyprodukowanego wcześniej PET-u czyli są to tzw. RPET-y.
Co ważne, nadmiernie nie oklejają, nie pakują powtórnie- robią minimum- naklejają na szkło łatwo zmywalny papier, więc taką butelkę można poddać ponownemu recyklingowi. Używają farb, które nie są szkodliwe dla środowiska. Nie owijają produktów w nieskończoną ilość folii. Jeśli już wezmą taką owijkę do rąk i ją użyją, jest ona pozyskana, czyli otrzymali ją z jakąś przesyłką i puszczają dalej. Tę filozofię stosują na co dzień- używają przedmiotów dopóty, dopóki całkowicie do niczego się nie będą nadawały. Sami nie kupują nowych opakowań foliowych, więc ich paczki nie dla każdego są ładne pod względem estetycznym. Niektórzy, niestety wolą pachnącą, różową bibułkę, która za chwilę stanie się kolejnym odpadem. Ważny jest dla nich ślad węglowy, starają się zaopatrywać w produkty lokalnie, aby nie generować specjalnego transportu. Zdają sobie sprawę, że można łatwo zamówić olej ryżowy czy arachidowy z drugiego końca świata i transportować go, ale można też użyć oleju lnianego o podobnym składzie, produkowanego w Polsce.
Lokalna solidarność
Wspierają się lokalnie. Stawiają na wiedzę o tym, skąd pochodzi potrzebny materiał. Kasia: Nie jesteśmy w stanie wszystkiego wyprodukować sami, ale jeśli wiemy, że ktoś dwie wioski dalej ma produkcję suszu owocowego, który możemy potem wykorzystać, to jedziemy tam i sprawdzamy, jak wygląda plantacja, czy jest eko. Jeśli wszystko jest w porządku, korzystamy z tego.
To dotyczy też zwykłych, prozaicznych aktywności. Jedzenie kupują na lokalnym targu, aby nie jeździć autem dalej. Nie potrzebują awokado, wystarczą im ogórki i słonecznik wyhodowane przez gospodarza tuż obok. Szukają prostych rozwiązań.
Zero waste
Ta zasada obejmuje u Kasi i Piotra wszystkie aspekty ich życia, zarówno tego domowego, jak i produkcyjnego w firmie. Wykorzystują wszystko do zera. Starają się pozostawiać niski ślad węglowy, używają opakowań wtórnych, ale też dbają o park maszynowy. Sprzęty wybierają na tyle mądrze, aby nic nie wyrzucać. W obecnych czasach większość sprzętu ma krótką datę użycia, począwszy od blenderów po stacje uzdatniania wody. Oni starają się te rzeczy reaktywować, naprawiać. Katarzyna: Piotr poświęca dużo czasu na to, aby w dobrym stanie technicznym utrzymać maszyny, aby nie trzeba było ich wyrzucać i generować kolejnych śmieci.
Z tego też powodu posiadają różne, unikatowe "stare klamoty". Uważają, że obecna estetyka jest bardzo przeciwna prawdziwej ekologii. Wielu ludzi pragnie mieć coś nowego, kolorowego, na czasie, ale, jak twierdzi Kasia, nowe ubrania nie są nam tak bardzo potrzebne, jeśli mamy ich pełną szafę. Przeróbmy je, teraz tak modny jest styl vintage! Według bohaterów reportażu powinniśmy zwracać uwagę na to, co kupujemy i na co wydajemy pieniądze. Być może za chwilę będzie to kolejny odpad?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze