Podczas sesji Rady Miejskiej w Brzegu Dolnym temat obudów śmietnikowych dla około 70 wspólnot miał uporządkować wieloletni problem. Zamiast tego ujawnił znacznie poważniejszy konflikt o pieniądze, odpowiedzialność i zasady całego systemu.
Bo bardzo szybko okazało się, że nie chodzi już tylko o altany.
Chodzi o to, kto zapłaci za brak segregacji śmieci.
Problem jest znany od lat:
• około 70 wspólnot korzysta z gminnych obudów
• brak umów
• brak jasnej odpowiedzialności
Gmina chce to uporządkować. Wspólnoty mają przejąć odpowiedzialność lub podpisać umowy.
Ale podczas sesji „ulało się” w zupełnie innym miejscu.
Głos zabrał zarządca Andrzej Lech z firmy Lechan:
– Nie będziemy ścigać pojedynczego klienta, bo jak udowodnić, że to on śmieci. Więc tu – odpowiedzialność zbiorowa. A odpowiedzialność zbiorowa bardzo łatwo przerzucona jest na wszystkich mieszkańców.
I dalej:
– 400–500 osób ma pilnować jednej obudowy? Ktoś w nocy podrzuci śmieci i kto za to odpowie?
Zwrócił uwagę na kluczową różnicę:
– Mieszkańcy domków jednorodzinnych są wzorem, bo są identyfikowani. W blokach tego nie ma.
I przypomniał postulaty:
– Od roku mówimy: identyfikujcie tych, którzy nie segregują. A nie zbiorowo karać wszystkich.
Radna Maria Wabińska: „Wspólnoty tego nie podpiszą”
Radna Maria Wabińska jasno stanęła po stronie mieszkańców:
– Żadna wspólnota tych umów nie podpisze.
W trakcie dyskusji pojawiły się też zapowiedzi: protestów a nawet referendum.
Radny Jan Kaczor próbował znaleźć rozwiązanie:
– Trzeba się spotkać – wszyscy zarządcy, radni i gmina i wypracować konsensus.
Podkreślił, że indywidualne rozmowy nic nie zmienią:
– Muszą przyjść wszyscy i razem to ustalić. Na razie na spotkania przychodzi tylko jeden zarządca- mówił.
Na zarzuty odpowiedział również burmistrz Ireneusz Fura:
– To nie burmistrz wymyślił poziomy recyklingu ani kary. To obowiązek ustawowy.
I wskazał źródło problemu:
-ustawa
-rząd
-a wyżej – Unia Europejska
– Każdy, kto by tu siedział, robiłby dokładnie to samo - mówił przypominając historię jak to było kiedyś kiedy wszystkie śmieci zabierała gmina i zakopywała je do ziemi. Te czasy już nie wrócą, poziom recyklingu ma być coraz wyższy mówił.
To, co padło na sesji, ma konkretne podstawy w przepisach.
Brak segregacji równa się opłata podwyższona i to znacząca: od 2 do nawet 4 razy wyższa niż normalna stawka 
Mechanizm wygląda tak:
1. firma odbierająca odpady stwierdza brak segregacji
2. zgłasza to do gminy
3. gmina wydaje decyzję
4. opłata rośnie dla całej nieruchomości, czyli w blokach:
płacą wszyscy mieszkańcy
Co więcej:
• nawet pojedynczy błąd może uruchomić procedurę
• odpowiedzialność często ma charakter zbiorowy
Presja na gminy jest realna:
- muszą osiągnąć poziom recyklingu ok. 55%
- jeśli nie – grożą im wysokie kary.
W praktyce oznacza to jedno: gminy „uszczelniają system”, a koszty trafiają do mieszkańców.
Brzeg Dolny nie jest wyjątkiem.
przykłady:
• Wrocław – podwójne opłaty za brak segregacji - mieszkańcy otrzymują pisma od zarządców do domu z informacją o podwyższonej opłacie.
• gminy podwrocławskie – też stosują podwyższone stawki (np. podwójne opłaty po kontroli) . Podobnie Żmigród, Trzebnica, Wołów.
W całej Polsce – standard: 2×, 3×, a nawet 4×. I
nie ma gmin, które „nie karzą” – różni się tylko skala.
Andrzej Lech na sesji mówił, że 80 proc gmin nie karze, ale nie podał ani jednego przykładu na co zwróciła uwagę obecna na sesji mecenas.
To, co wybrzmiało na sesji, trafia w sedno:
-prawo wymaga kar
-gmina musi je stosować
ale: system nie potrafi wskazać konkretnej osoby
Efekt:
• płaci wspólnota
• płacą wszyscy
• rośnie konflikt
Ta sesja pokazała coś więcej niż lokalny spór.
po jednej stronie:
• ustawa
• obowiązki
• presja państwa i UE
po drugiej:
• mieszkańcy
• zarządcy
• część radnych
I pierwszy raz tak wyraźnie padło: sprzeciw wobec samego mechanizmu
nie wobec obudów
nie wobec sprzątania
ale wobec zasady: „wszyscy płacą za kilku”.
Brzeg Dolny może stać się jednym z pierwszych miejsc, gdzie ten system zostaje otwarcie zakwestionowany.
Bo pytanie, które padło na tej sesji, wykracza daleko poza jedną gminę: czy odpowiedzialność zbiorowa za śmieci ma jeszcze sens i jak długo mieszkańcy będą ją akceptować?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ustawodawca stworzył odpowiedzialność zbiorową za brak segregacji. Gmina, czy wspólnota mieszkaniowa, nie ma narzędzi do egzekwowania poprawności segregacji lub te narzędzia kosztowały by więcej niż kary. Pojedyńczy obywatel w tym dziecko (bo kary zbiorowe dotyczą każdego) również nie ma narzędzi do kontrolowania poprawnej segregacji śmieci sąsiadów. Zatem nasuwa się proste pytanie, czy ta ustawa łamie prawa człowieka? Czy można ją poddać pod analizę jakiejś organizacji pozarządowej typu: Helsińska Fundacja Praw Człowieka?
Ustawodawca stworzył odpowiedzialność zbiorową za brak segregacji. Gmina, czy wspólnota mieszkaniowa, nie ma narzędzi do egzekwowania poprawności segregacji lub te narzędzia kosztowały by więcej niż kary. Pojedyńczy obywatel w tym dziecko (bo kary zbiorowe dotyczą każdego) również nie ma narzędzi do kontrolowania poprawnej segregacji śmieci sąsiadów. Zatem nasuwa się proste pytanie, czy ta ustawa łamie prawa człowieka? Czy można ją poddać pod analizę jakiejś organizacji pozarządowej typu: Helsińska Fundacja Praw Człowieka?