Dolnobrzescy, byli działacze PO poszli po rozum do głowy. Zamiast syczeć pissss, zabrali się za robienie kampanii politykom... PiS-u . Tylko, czy politycy prawicy wiedzą z kim "tańczą"?
Marek Cukrowski, kandydat PiS-u na burmistrz w ostatnich wyborach samorządowych startował pod szyldem na szybko wymyślonego ugrupowania. Katarzyna Uran, wycofała się z przyznawania do tej partii i założyła swoje ugrupowanie, z którego też startowała na burmistrza Brzegu Dolnego. Każdy kto pojawiał się na liście PiS-u jeszcze 4 lata temu był w tym mieście traktowany jak intruz przez rządzących miastem, czyli PO - PSL. PiS nie miał tu wstępu, bo tu rządzą od 30 lat "lokalsi" najpierw z UW potem z PO. Ale nagle przyszedł rok 2022 i wszystko się zmieniło.
Kiedy PiS po raz drugi wygrał wybory w kraju, "lokalsi" z dolnobrzeskiego PO szybko zorientowali się, że trzeba szukać dojścia wyżej, bo pieniędzy coraz mniej z zewnątrz wpływa do lokalnego budżetu. Na początek zawiązali koalicję z PiS-em w powiecie. Tam poparli starostę z tego ugrupowania (już taki myk zrobili, kiedy w Polsce rządził SLD. Też poparli starostę z tej partii). Po dwóch latach, kiedy dalej wielkich pieniędzy nie dostali z rządowych programów, rok przed wyborami parlamentarnymi uznali, że trzeba nagiąć karku i pokłonić się w pas... PiS-owi. Kalkulacja jest prosta: wyborów parlamentarnych już nie wygrają, a pracować w PO nie mają dla kogo. Nie będą biegać z ulotkami 30 - latków, którzy przejęli rządy w strukturach i jeszcze ich wyrzucili z partii za kolaboracje z PiS-em. Teraz "lokalsi" w swoim pałacu przyjmują dwór z sejmu i sejmiku, ugrupowania rządzącego Polską. Zawitał do nich wicewojewoda i wicemarszałek. Razem przecinali wstęgę otwierając hucznie nowo - stary oddział wewnętrzny w szpitalu. I poszli dalej. W ostatnim tygodniu ze sceny dolnobrzeskiego domu kultury przemawiał poseł z PiS-u. Więcej! Wręczał medale od ministra dla zasłużonych dla kultury. Medal dostał zięć dyrektor domu kultury za festiwal, na który przez lata teściowa zwoziła emerytów, aby zapełniali salę.
Politycy PiS-u cieszą się, przecinają wstęgi i celebrują sukcesy razem z byłym burmistrzem z PSL skazanym prawomocnym wyrokiem sądu za zlecenia dla firmy zarządzanej przez szwagra i wyłudzenie pieniędzy z urzędu wojewódzkiego. Przemawiają ze sceny, gratulują i dziękują panu burmistrzowi, który za uszami ma więcej niż nie jeden lewak z Warszawy.
PiS pojechał w teren, bo tak kazał prezes Kaczyński. Pojechali. I to ostro. Tak jadą szybko, że nie widzą, iż w terenie praktycznie nie ma lokalnych struktur ich partii. A ci co są, jak w starostwie, spiskują z PO, i są tak niemrawi, że mało znaczą w lokalnym środowisku. Politycy z drugiego i pierwszego szeregu partii nie znający terenu, ludzi i lokalnych klimatów - wchodzą w to jak w masło. Mają zwiezionych na spotkania ludzi, samorządowe media, które robią im zdjęcia i kręcą filmy. I akcja toczy się jak w filmie według scenariusza ludzi, których nawet PO pogoniła. Szkoda, że nikt z gości przyjezdnych nie zapyta o dolnobrzeskie struktury PiS-u. Gdzie są? My wiemy: na szparagach w Niemczech.
Marta Ringart-Orłowska, redaktor naczelna
*Felieton ukazał się dwa tygodnie temu w papierowej wersji Kuriera Gmin
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze