Piotr G., dyrektora ds. bezpieczeństwa i prewencji w PCC Rokita czeka na wyrok karny. Chodzi o zatrucie rtęcią kilku pracowników z Brzegu Dolnego i Wołowa. Sprawa nabrała rozgłosu, bo Piotr G. startuje na radnego do gminy Brzeg Dolny. Za co został oskarżony? "Jest sparaliżowany, ma zanik mięśni, oddycha przy pomocy respiratora. 32-letni Krzysztof, od listopada ubiegłego roku leży w Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Zatruł się rtęcią. - Pacjent jest w ciężkim stanie - mówiła Monika Kowalska, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (...). Pisaliśmy o tym w 2015 roku w Kurierze Gmin. Pracowników poszkodowanych zatruciem było więcej. Poszli do Sądu i do dziś walczą o sprawiedliwość. Zdrowia już nikt im nie zwróci. Musieli leczyć się za swoje pieniądze.
W ostatni poniedziałek miała miejsce kolejna rozprawa w Sądzie Okręgowym, w wydziale karnym, we Wrocławiu. Na ławie oskarżonych zasiada Piotr G. Po drogiej stronie dwóch poszkodowanych pracowników. W sumie jest ich więcej. Od kilku lat toczą bój z PCC Rokita. Osobno prokuratura postawiła zarzuty Piotrowi G., dyrektorowi ds. bezpieczeństwa i prewencji w firmie, za rzekome zaniedbania, których mógł się dopuścić, co doprowadziło pracowników do zatrucia się rtęcią.
Ten nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Zapytany przez Kurier Gmin na korytarzu przed salą rozpraw, powiedział, że nie będzie komentował. Pracownicy liczyli na wyrok, jeszcze przed wyborami. Jak się bowiem okazuje Piotr G. startuje do Rady Gminy w Brzegu Dolnym. Nie chciał też komentować swojego startu, kiedy go pytaliśmy. A jest już osobą publiczną, kandydatem na radnego.
Sąd podczas ostatniej rozprawy odroczył ją. Czeka bowiem na ujawnienie nowych dokumentów, które pojawiły się w sprawie przeciwko PCC Rokita.
- Jesteśmy zmęczeni, ale nie odpuścimy - komentują poszkodowani pracownicy. - Nikt nie martwił się o nasze zdrowie, o leczenie. Spotkaliśmy się z ostracyzmem ze strony firmy tylko dlatego, że zachorowaliśmy i a teraz chcemy sprawiedliwości.
Przypomnijmy historię tej sprawy, która zanim trafiła na wokandę odbijała się od ściany.
Grozi mu więzienie
Piotr G. jest oskarżony z artykułu 220&1kk, który mówi, że "kto będąc odpowiedzialny za bezpieczeństwo i higienę pracy nie dopełnia wynikającego stąd obowiązku i przez to naraża pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."
Paragraf 156&1kk z kolei doprecyzowuje, że kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci: pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia może trafić do więzienia na trzy lata.
Za co trafił na ławę oskarżonych?
Sprawa dotyczy zatrucia rtęcią trzech pracowników, którzy wykonywali prace na terenie zakładów. Jeden z nich o mało nie stracił życia. O Krzysztofie K. Kurier Gmin pisał już w 2015 roku w artykule zatytułowanym: "Od pół roku umiera w szpitalu, bo zatruł się rtęcią".
Oto fragment tej publikacji:
"Jest sparaliżowany, ma zanik mięśni, oddycha przy pomocy respiratora. 32-letni Krzysztof, od listopada ubiegłego roku leży w Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Zatruł się rtęcią. - Pacjent jest w ciężkim stanie - mówiła Monika Kowalska, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Przed zdiagnozowaniem pracował w PCC Rokita, stąd prokuratura bada czy to tam uległ zatruciu".
Na terenie zakładu przeprowadzone zostały liczne kontrole Państwowej Inspekcji Pracy i Sanepidu, ale niczego złego nie wykazały. Według kontrolerów wszystko było w porządku. Również firma PCC Rokita odnosiła się do wydarzeń:
"Wszystkie instalacje PCC Rokita posiadają stosowne pozwolenia, są też pod stałym nadzorem jednostek kontrolnych. Zakład spełnia najsurowsze normy unijne. PCC Rokita jest zakładem chemicznym z 70-letnim doświadczeniem. Z racji specyfiki prowadzonej produkcji, jesteśmy poddawani cyklicznie kontrolom wielu instytucji państwowych. Okoliczności sprawy są również dla nas wciąż niewyjaśnione. Jesteśmy otwarci na wszelką współpracę z jednostkami zaangażowanymi w ustalenie przyczyn i okoliczności zatrucia - kończy Marlena Matusiak".
Istotne w tej sprawie były zeznania Bożeny K., lekarki, specjalisty medycyny pracy, która przeprowadzała badania pokrzywdzonych. To ona zeznała, że informowała telefonicznie Piotra G. o złych wynikach badań pracowników, a konkretnie o zawartości rtęci w ich moczu.
Rozprawa została odroczona o miesiąc. Być może już wówczas zapadanie wyrok. Czy Piotr G. będzie wówczas już radnym?
Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze