Rozmowa z Katarzyną Uran, byłą kandydatką na burmistrza Brzegu Dolnego, która dwukrotnie weszła do drugiej tury z włodarzami, którzy rządzą tym miastem od ponad 30 lat. Jak będzie tym razem? Czy wystartuje ponownie, ale z listy Bezpartyjnych Samorządowców, gdzie jest liderką razem z Bohdanem Stawiskim, na co dzień dyrektorem Wydziału Komunikacji Społecznej w Urzędzie Marszałkowskim?
- Dwukrotnie zatrzęsła Pani gminą Brzeg Dolny. Startując do powiatu weszła z najlepszym wynikiem w gminie, ponad 900 głosów, a do gminy zdobyła Pani ponad 2700 głosów jako kandydatka na burmistrza. Czy wystartuje Pani w najbliższych wyborach samorządowych, podejmie Pani rękawicę?
- Startując chciałam wyraźnie pokazać, że można zarządzać gminą w sposób bardziej przyjazny, otwarty, bez nepotyzmu, "starych" skostniałych układów, a przede wszystkim z głosem mieszkańców, bo o to chodzi przecież w samorządności. Udało mi się ten cel osiągnąć, mimo że ostatecznie wynik był dla mnie niezadowalający. Dwukrotnie walczyłam o fotel burmistrza z ogromnym poparciem. Różne środowiska dolnobrzeskie nadal namawiają mnie na start, mieszkańcy piszą, dzwonią, zaczepiają mnie na ulicy. Podjęłam jednak decyzję już w 2018 roku, gdy pokazałam się na bilbordach z hasłem "TERAZ ALBO NIGDY" i nie żartowałam. Nigdy nie rzucam słów na wiatr. Co do najwyższego wyniku w powiecie, to tak uzyskałam ponad 900 głosów, zostałam zaprzysiężona na radną powiatu wołowskiego, ale nie ma mnie nawet na wiszących w sali sesyjnej listach radnych. Przypadek?
- Straciła Pani mandat, bo znaleziono kruczek prawny, że składając przysięgę była Pani jeszcze pracownikiem starostwa. Obecnie jest Pani liderem Bezpartyjnych Samorządowców na terenie powiatu. Czy zatem planuje Pani start do powiatu z młodymi, ale doświadczonymi ludźmi, jak Bohdan Stawiski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej w urzędzie marszałkowskim.
- Rozmawiamy z Bohdanem Stawiskim o powiecie, bo obojgu nam zależy na zamianach na lepsze. Lubię ambitnych młodych ludzi, którym "się chce" działać, nie koniecznie za pieniądze. Przyzwyczailiśmy dotychczasowych samorządowców do brania pieniędzy za nic, dlatego spoczęli na laurach i po prostu są. Są wypaleni, wyjałowieni jak pustynia. Mieszkańcy muszą zobaczyć, że można inaczej, lepiej, aktywniej zarządzać samorządem. Muszą mieć alternatywę. Chcemy stworzyć nowe pole do działania, a nowoczesny samorząd ma służyć mieszkańcom, nie partiom politycznym do walki o wpływy i władzę wyżej. Chcemy skupić uwagę mieszkańców na samorządzie Tu i Teraz. Jeśli mieszkańcy to dostrzegą i zagłosują na nas, to nasze samorządy mogą wiele zyskać.
- Rozumiem, że po raz pierwszy powstanie lista Bezpartyjnych Samorządowców do powiatu wołowskiego?
- Trwają jeszcze rozmowy, ale tak mamy zamiar przewietrzyć powiat, leniuchów nam nie trzeba. Ten samorząd, a zwłaszcza my jako jego mieszkańcy zasługujemy na więcej. Jestem samorządowcem od 2006 roku, na konwencie założycielskim Bezpartyjnych Samorządowców, pod Poznaniem, obiecywaliśmy dbać o sprawy lokalnych małych ojczyzn, podpisaliśmy się pod konwencją. Nie ustajemy w swoich działaniach, postanowieniach, nie dla korzyści materialnych, bo życiu zawodowym świetnie sobie radzimy. Nie trzeba nam przypadkowych radnych, ale ludzi, którzy mają coś do powiedzenia, którym "się chce". Ja liczę, nie tylko na nowe władze w powiecie, ale także na nowy sprawny samorząd w Brzegu Dolnym. Będę całą kampanię wyborczą mówić mieszkańcom o zmianach, prosić o ich głosy, bo każdy głos ma znaczenie. Będę uświadamiać ile korzyści ze sprawnego samorządu będziemy mieli jako mieszkańcy.
- Kogo w takim razie wesprze Pani na burmistrza Brzegu Dolnego?
- Myślę, że w Brzegu Dolnym czas na nowe pokolenie, młodych aktywnych działaczy, przede wszystkim niezwiązanych z obecną władzą. Tylko taki wariant daje szansę na nowy styl rządzenia w gminie, na sprawny i aktywny samorząd. Brzeg Dolny zasługuje na burmistrza niezwiązanego z obecnym układem. Poczekajmy na ogłoszenie kandydatów, mamy już przecież opublikowany kalendarz wyborczy, wszystko ruszy lada dzień.
- Czy macie program i co chcecie zmienić w powiecie? Czy tylko radnych i starostę, czy może i urzędników? Pytam o urzędników trochę z przekąsem, bo zawsze ich się straszy zmianami. Pani sama straciła pracę urzędnika, jak w powiecie zawiązała się nowa koalicja PO-PiS.
- W żadnym wypadku nikt nie mówi o zmianie urzędników ani w gminie, ani w powiecie. Często są to fachowcy w swoich dziedzinach i trudno byłoby ich zastąpić. Sama 12 lat byłam urzędnikiem w powiecie, znam tych ludzi i bardzo ich szanuję. Co do starosty i jego zastępcy, to uważam, że muszą odejść, ale zdecydują o tym wyborcy, na tym polegają przecież wybory. Podkreślam jednak, że to my mieszkańcy ich dokonujemy. Frekwencja w ostatnich, jesiennych wyborach pozwala z dużym optymizmem w to wierzyć. Nastąpiło przebudzenie mieszkańców naszego powiatu, liczę że i tym razem pójdą tak licznie do urn wyborczych i że będą chcieli postawić na nowych działaczy, którzy mają wiele do zaoferowania. Program nadal tworzymy wraz z mieszkańcami. To oni proponują swoje rozwiązania, a my mamy własne pomysły, kilkukrotnie je już publikowałam w swoich materiałach wyborczych. Mieszkańcy mnie znają, znają też mój program i moje propozycje, program jest wciąż aktualny, będzie poprawiany z mieszkańcami, bo im ma służyć.
- Ma Pani pretensje do starosty, że zwolnił Panią z pracy po 12 latach pracy w starostwie? Był Pani kolegą, razem pracowaliście.
- Absolutnie nie, bo świetnie sobie poradziłam poza urzędem. A Janusz Dziarski dostał warunek. Aby zawiązać nową koalicję z PO musiał mnie zwolnić. Dokonał wyboru, zdradził przyjaciół, żeby zostać na stanowisku. Pokazał swoją "prawdziwą twarz", a ja jedynie straciłam szacunek do niego i przestałam go nazywać kolegą po 12 latach znajomości. Pracowałam w księgowości oświaty, gdy on był kierownikiem wydziały oświaty kultury i sportu. Nie kto inny jak starosta Janusz Dziarski zaproponował mi stanowisko kierownika oświaty. Odeszłam z Powiatowego Urzędu Pracy na zasadzie przeniesienia do wydziału, który mi powierzył nie kto inny jak starosta. Mój wydział pozyskał kilka milionów dotacji na programy edukacyjne, zostałam zwolniona tuż przed otrzymaniem grantów, tak bym nie przypisywała sobie zasług, Janusz wziął je na siebie. Bywa, nie mam pretensji, świetnie radze sobie na rynku pracy, nie narzekam, nadal mam energię do działania. Do zobaczenia przy urnach wyborczych 7 kwietnia.
Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Myślałem że tylko Pawła Czarnego zwolnił dla posadki starosty
Czy tylko to ? Pecunia non olet.
Dziwne ambicje, slowa dobrane z internetu, brak merytorcznego podejścia do problemów mieszkańców gmin w powiecie. Żadnych konkretów ani próby poruszenia tematów związanych chociażby z przerostem zatrudnienia w urzędach gminnych czy w powiecie, spółkach gminnych, nepotyzm oraz przerost wynagrodzenia kadry kierowniczej w spółek zależnych chociażby w gminie Wołów. Patologia o której chyba lepiej nie mówić, ważne aby zaistnieć i lekko żyć.
Myślałem że tylko Pawła Czarnego zwolnił dla posadki starosty
Czy tylko to ? Pecunia non olet.
Dziwne ambicje, slowa dobrane z internetu, brak merytorcznego podejścia do problemów mieszkańców gmin w powiecie. Żadnych konkretów ani próby poruszenia tematów związanych chociażby z przerostem zatrudnienia w urzędach gminnych czy w powiecie, spółkach gminnych, nepotyzm oraz przerost wynagrodzenia kadry kierowniczej w spółek zależnych chociażby w gminie Wołów. Patologia o której chyba lepiej nie mówić, ważne aby zaistnieć i lekko żyć.