Po dwóch latach przemocy psychicznej i fizycznej 30-letnia Joanna zdecydowała się odejść od partnera i samotnie zacząć życie od nowa z małą córką. Najpierw anonimowo opisała swoją historię w poście na lokalnej grupie na Facebooku. Dziś po raz pierwszy opowiada ją publicznie o strachu, izolacji, wstydzie i ucieczce z dzieckiem na rękach. Wszystko po to, by dodać odwagi innym kobietom, które wciąż żyją w podobnym piekle i boją się zrobić pierwszy krok.
„Dzień dobry. Piszę ten post z uwagi na sytuację, w jakiej znalazła się samotna mama mieszkająca w Brzegu Dolnym, która od dwóch lat była ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej partnera..."Tak zaczynał się anonimowy wpis opublikowany kilka tygodni temu na jednej z lokalnych grup na Facebooku. Bez nazwiska. Bez zdjęcia. Bez dramatycznych haseł. Było tylko kilka zdań o kobiecie, która została sama z małym dzieckiem i nie wiedziała już, co dalej. „Po dwóch latach odważyła się zgłosić zawiadomienie do prokuratury. Została również założona Niebieska Karta..."Dalej Joanna pisała, że została sama z maleńkim dzieckiem, że grozi jej utrata mieszkania, że szuka pracy w godzinach od 7 do 16 i że, jeśli będzie trzeba, pokaże wszystkie dokumenty potwierdzające jej historię. „Czy jest ktoś, kto zechciałby pomóc w jakikolwiek sposób?"- pytała.
Pod postem zaczęły pojawiać się komentarze. Jedna kobieta napisała, że ma ubrania dla dziecka. Ktoś inny zaoferował jedzenie. Kolejna osoba zapytała, czego najbardziej potrzeba. Odezwały się też kobiety, które same przeżyły przemoc i wiedziały, co znaczy strach przed odejściem. Tak mieszkańcy po raz pierwszy usłyszeli historię 30-letniej Joanny.
Dziś trwa zbiórka, która ma pomóc jej opłacić czynsz i przetrwać najbliższe miesiące, dopóki nie znajdzie pracy i nie "stanie na nogi". Problem polega na tym, że większość ofert jest zmianowa, a Joanna samotnie wychowuje małą córkę i musi odbierać ją ze żłobka. - Oferty są. Ale głównie na zmiany albo do późnych godzin wieczornych. A ja mam dziecko. Muszę je odebrać, muszę być przy nim - mówi.
Nasza Redakcja również włączyła się w pomoc i nagłośnienie zbiórki, ale i historii kobiety dla niej i dla innych kobiet, które żyją w strachu i nie mają siły odejść. Dziś Joanna dostaje wiadomości od obcych ludzi, którzy pytają, czego potrzebuje, oferują ubrania, jedzenie, środki dla dziecka. - Nigdy nie miałam tak pełnej lodówki - mówi cicho. - Musiałam prosić o każdy grosz, bo przecież nie pracowałam. To partner miał mieć firmę, dobrze zarabiać i mnie utrzymywać. Miałam żyć jak w bajce.
I właśnie to zdanie mówi o jej życiu więcej niż niejeden raport czy policyjna statystyka. Kto widział „Dom dobry" Wojciecha Smarzowskiego, ten wie, o czym mowa. Ale przemoc nie ma jednego adresu, jednej klasy społecznej ani jednego wyglądu. Nie mieszka wyłącznie w biedzie czy patologii. Potrafi wejść wszędzie. Czasem zaczyna się nie od krzyku, ale od czułości, obietnic i wielkich słów o miłości. Potem przychodzi kontrola. Izolacja. Strach. Wstyd. I moment, w którym człowiek przestaje poznawać samego siebie.
Joanna mówi dziś spokojnie, choć chwilami szuka słów.- Ja naprawdę myślałam, że jak podejmę taką decyzję, to zostanę sama. Że nie będę miała nikogo i sobie nie poradzę. Bo Joanna nie była kobietą bez doświadczenia, bez pracy czy ambicji. Pracowała w handlu, była kierowniczką sklepów, prowadziła dokumentację, zajmowała się rekrutacją pracowników. Ma doświadczenie w sprzedaży, pracy biurowej. - Ja zaczynałam od szeregowego pracownika i dochodziłam do stanowisk kierowniczych - mówi.
Poznali się przez internet. - Człowiek szuka czułości, ciepła, bliskości. Ja po prostu chciałam stworzyć rodzinę. On mówił, że ma dom, stabilną pracę, własną działalność. Zapewniał, że razem stworzą szczęśliwe życie. - Wydawało mi się, że trafił mi się skarb. Dziś Joanna przyznaje, że pierwsze sygnały pojawiły się bardzo szybko. Ale wtedy jeszcze nie widziała w nich nic groźnego.- On był bardzo zazdrosny. Wtedy mnie to nawet cieszyło. Głupia baba, człowiek myślał, że komuś zależy.
Zaczęło się od pytań. - Ja wstawałam w nocy do toalety, a on od razu otwierał oczy i pytał: gdzie idziesz? Co będziesz robić? Potem zaczął sprawdzać telefon. Kontrolować kontakty. Joanna mówi, że z czasem sama przestała wiedzieć, z kim może rozmawiać. - Miałam koleżanki, znajomych, konto na Facebooku. Później okazywało się, że numery były poblokowane. On sam to robił. Brał telefon i usuwał ludzi z mojego życia. Bardzo szybko zaszła w ciążę.- I wtedy zaczęło się naprawdę. Najpierw wyzwiska. Poniżanie. Później szarpanie.
- Raz było źle, raz dobrze. Raz piekło, raz obietnice. On mnie przepraszał, mówił, że mnie kocha, że będziemy rodziną. Człowiek zaczyna żyć nadzieją na te dobre chwile. Mówi, że próbowała go ratować. - Ja chciałam naprawić jego głowę. Myślałam, że da się to zmienić. Jednocześnie coraz bardziej była odcinana od ludzi.- On wiedział, że jestem sama. Że nie mam wsparcia rodziny. I to wykorzystał.
Joanna pochodzi z domu, w którym również był alkohol i awantury.- Tata pił. Ja go nie widziałam od 20 lat. I całe życie chciałam stworzyć normalną rodzinę. Mówi, że dziś rozumie, jak bardzo dzieciństwo wpływa na późniejsze wybory. - Sama sobie zadaję pytanie, dlaczego pozwoliłam wejść do życia człowiekowi, który mnie zniszczył. Przez długi czas bała się odejść. Nie miała pieniędzy. Była uzależniona finansowo od partnera. Wstydziła się ludzi, policji, awantur. - Kobietom jest wstyd. Nie oprawcom. Kobietom - powtarza.
Przez pewien czas mieszkali nawet u matki partnera. Tam również dochodziło do przemocy. - Było kopanie, szarpanie, rzucanie rzeczami. Jego mama widziała to wszystko. Joanna mówi, że wtedy praktycznie przestała wychodzić z domu. - Zamknęłam się całkowicie. Było mi wstyd.
Plan odejścia układała w głowie miesiącami.- Czekałam, aż córka skończy rok. Chciałam znaleźć pracę, odłożyć pieniądze i po prostu uciec. W końcu wyprowadziła się do Brzegu Dolnego. Wynajęła mieszkanie. Pomogła jej matka partnera, dokładając pieniądze do kaucji. Wydawało się, że to koniec. Ale partner wrócił. - Obiecywał terapię, zmianę, walkę o rodzinę. Powiedział, że będzie inaczej. I ja mu uwierzyłam. Przez miesiąc był spokój. Potem wszystko wróciło.
Punktem granicznym okazała się sytuacja, kiedy Joanna nie miała pieniędzy na syrop dla chorej córki.- Poszłam zapytać, czy da pieniądze dla dziecka na syrop. Wyśmiał mnie przy kolegach. Tego samego dnia spakowała jego rzeczy do walizki. Wieczorem wrócił pijany.- Zaczął wyzywać mnie od najgorszych. Powiedział, że mam wypier... z domu. Chciał zabrać mi dziecko. Joanna mówi, że została kopnięta tak mocno, że przewróciła się w przedpokoju. Wzięła córkę na ręce i uciekła na klatkę schodową. Pukała do sąsiadów, prosząc o telefon, żeby zadzwonić po policję.- Stałam z córką na klatce około 40 minut i czekałam na patrol. Założono Niebieską Kartę. Sprawa trafiła do prokuratury.
Dziś Joanna przyznaje, że nadal uczy się życia od nowa.- Ja wiem, że jestem inteligentną osobą, ale zostałam tak zniszczona psychicznie, że czasami nie umiem zebrać myśli. Mam blokady. Chciałabym coś powiedzieć, a używam innych słów. Najbardziej boi się dziś nie jego.
- Ja się nie boję, że on wróci. Ja się boję, że nie stanę na nogi. Że nie znajdę pracy. Że sobie nie poradzę sama. Ma już kontakt z MOPS-em. Otrzymała pomoc żywnościową. Jest umówiona do psychologa.- Psycholog jest mi bardzo potrzebny. Ja muszę się nauczyć żyć od nowa.
Dziś wokół Joanny są ludzie, których wcześniej nie znała. Kobiety, które piszą wiadomości. Sąsiedzi, którzy pomagają. Osoby przekazujące ubrania, jedzenie i środki dla dziecka.- Ja myślałam, że zostanę sama. Okazało się, że są ludzie, którzy naprawdę chcą pomagać. Za to dziękuję szczególnie pani Katarzynie i Agnieszce.
Anonimowy post napisany późnym wieczorem na Facebooku okazał się początkiem nowego życia. A odpowiedź przyszła od obcych ludzi: nie jesteś sama.
Marta Ringart-Orłowska
Przemoc domowa nie kończy się w chwili odejścia od sprawcy. Dla wielu kobiet to dopiero początek dramatycznej walki o bezpieczeństwo, dach nad głową i normalne życie dla swoich dzieci. Jedna z mieszkanek regionu po miesiącach życia w strachu zdecydowała się uciec od przemocy. Dziś samotnie wychowuje małe dziecko i próbuje stanąć na nogi. W internecie trwa zweryfikowana zbiórka pomocy pod tytułem „Uciekła przed przemocą. Pomóż jej nie stracić domu”. Dlaczego ofiarom przemocy tak trudno odejść? Osoby patrzące z boku często pytają: dlaczego po prostu nie odejdzie? Rzeczywistość ofiar przemocy domowej wygląda jednak zupełnie inaczej. Sprawcy przez lata budują wokół swoich partnerów izolację, odbierają poczucie własnej wartości i uzależniają finansowo. Bardzo często pojawia się przemoc ekonomiczna. Kobiety tracą dostęp do pieniędzy, możliwości pracy czy wsparcia bliskich. W efekcie stają się całkowicie zależne od sprawcy. Statystyki pokazują, że wiele ofiar podejmuje kilka prób odejścia, zanim uda im się definitywnie wyrwać z toksycznej relacji. Najtrudniejszy moment zaczyna się często właśnie po ucieczce. Bez oszczędności, mieszkania i stabilizacji kobiety zostają same z dziećmi i codziennym lękiem o przyszłość. Samotna walka o bezpieczeństwo dziecka Bohaterka tej zweryfikowanej zbiórki zgłosiła sprawę odpowiednim służbom, została założona Niebieska Karta, a kobieta wynajęła skromne mieszkanie, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojemu dziecku. Obecnie intensywnie szuka pracy, jednak samotna opieka nad maluchem bardzo utrudnia znalezienie stabilnego zatrudnienia. Uciekając przed przemocą, zostawiła za sobą cały dotychczasowy dorobek życia. Dziś mierzy się z zaległymi rachunkami i obawą o utratę mieszkania. Na co zostaną przeznaczone pieniądze? Organizatorzy podkreślają, że zbiórka została zweryfikowana przez platformę Zrzutka.pl. Oznacza to, że sytuacja kobiety została potwierdzona dokumentami. Środki mają pomóc w opłaceniu czynszu, zakupie żywności, pieluch, leków oraz zapewnieniu rodzinie kilku spokojniejszych miesięcy potrzebnych na znalezienie pracy i odzyskanie samodzielności. Zbiórka dostępna jest na platformie Zrzutka.pl pod tytułem „Uciekła przed przemocą. Pomóż jej nie stracić domu”. Gdzie szukać pomocy w powiecie wołowskim? Osoby doświadczające przemocy domowej mogą skorzystać z pomocy instytucji działających na terenie powiatu wołowskiego. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Wołowie – ul. Inwalidów Wojennych 26A, tel. 733 856 444 lub 733 827 444 Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Wołowie – ul. Trzebnicka 6, tel. 71 384 51 94 GOPS w Brzegu Dolnym – tel. 71 319 56 62, wsparcie psychologiczne: 608 052 407 GOPS w Wińsku – pl. Wolności 13, tel. 71 738 24 64 Ogólnopolskie numery wsparcia 800 120 002 – „Niebieska Linia” 600 070 717 – Centrum Praw Kobiet 116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych 112 – numer alarmowy w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia Każda wpłata lub nawet udostępnienie zbiórki może pomóc tej rodzinie rozpocząć nowe życie bez przemocy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze