Od niedzieli 7 lipca Straż Graniczna ponownie wprowadza kontrolę osób wjeżdżających do Polski z Niemiec i Litwy. To decyzja rządu mająca związek z rosnącym niepokojem społecznym dotyczącym nielegalnej migracji. Temat pojawiał się również podczas spotkania polityków Konfederacji w Wołowie, zorganizowanego w trakcie trwającej kampanii prezydenckiej – to wtedy po raz pierwszy publicznie padły pytania o możliwość tworzenia ośrodków dla migrantów w naszym powiecie. Co oznaczają te zmiany dla zwykłych podróżnych i jak wygląda sytuacja na zachodniej granicy?
Kontrole graniczne – powrót do zasady tymczasowości?
Choć Polska znajduje się w strefie Schengen, możliwe jest czasowe przywrócenie kontroli granicznej w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa. Tym razem chodzi o wzmożony napływ nielegalnych migrantów – głównie przez Niemcy – a także o brak jednoznacznych informacji o ich trasach i organizatorach przerzutów. Straż Graniczna ma teraz prawo zatrzymać i skontrolować każdą osobę przekraczającą granicę, a służby zapowiadają wzmożoną obecność na głównych szlakach komunikacyjnych.
Niepokój rośnie – co mówią mieszkańcy i samorządowcy?
Od kilku miesięcy podczas sesji Rady Powiatu Wołowskiego temat migracji pojawia się regularnie. Działacze lokalnych organizacji i politycy prawicy pytają wprost starostę Jana Janasa, czy władze powiatowe zamierzają tworzyć ośrodki dla imigrantów, szczególnie „ciemnoskórych z Azji” – jak mówią. Starosta stanowczo zaprzecza, podkreślając, że nikt z administracji rządowej nie złożył takiego wniosku ani nie prowadzi rozmów w tej sprawie.
O jakich imigrantów chodzi – legalnych czy nielegalnych?
To ważne rozróżnienie, które często w debacie publicznej zostaje zatarte. Legalni imigranci to osoby, które uzyskały azyl lub pozwolenie na pobyt i przybywają do Polski zgodnie z prawem. Problemem są jednak nielegalni migranci, którzy przekraczają granice bez dokumentów, często za pośrednictwem grup przestępczych zajmujących się przemytem ludzi. W ostatnich miesiącach media informowały o przypadkach, w których osoby bez obywatelstwa, z Bliskiego Wschodu i Afryki, były przewożone do Niemiec, a następnie próbowały przedostać się do Polski.
Czy zachodnia granica jest kolejnym frontem “wojny hybrydowej”?
Takie określenie padało już w kontekście sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, gdzie – według służb i ekspertów – migranci byli wykorzystywani przez reżim Łukaszenki do destabilizacji państw Unii Europejskiej. Powstanie muru granicznego przez rząd PiS początkowo wzbudziło kontrowersje, ale dziś – także pod wpływem wydarzeń na granicy z Niemcami – wielu polityków opozycji zmienia zdanie. Film Agnieszki Holland „Zielona granica” przedstawił dramat migrantów jako ofiar systemu, ale rzeczywistość często pokazuje inne oblicze – zorganizowane przerzuty, brak dokumentów, zagrożenia epidemiologiczne i bezpieczeństwa.
Dlaczego się boimy?
Bo brak informacji rodzi chaos, a z chaosu korzystają wszyscy: przemytnicy ludzi, grupy radykalne i politycy szukający poklasku. Na zachodniej granicy pojawiły się już „patrole obywatelskie”, które twierdzą, że „strzegą Polski przed zalewem obcych”. Rząd – jeszcze niedawno negujący ich działania – dziś decyduje się na przywrócenie kontroli. To tylko podsyca poczucie zagrożenia w społeczeństwie.
Dlaczego mamy prawo się obawiać nielegalnych migrantów?
Bo w przeciwieństwie do osób legalnie osiedlających się w Polsce, nielegalni migranci nie podlegają wstępnym kontrolom, nie mają dokumentów, a ich tożsamość często pozostaje nieznana. Mogą być ofiarami handlu ludźmi, ale też – co pokazują doświadczenia innych krajów – bywa, że niektóre osoby stwarzają realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Obawy mieszkańców nie są więc irracjonalne, zwłaszcza w kontekście niewielkiej odległości od granicy – to tylko około 150 kilometrów od powiatu wołowskiego do Niemiec – i braku oficjalnych informacji o skali i kierunku przemieszczania się tych grup.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze