Dwa lata temu mieszkańcy nadodrzańskich wsi umacniali wały razem ze strażakami i wojskiem. Dziś młodzież z Wołowa pochyla się nad próbkami wody. Te dwa obrazy łączy pytanie: jak przygotować się na kolejne zagrożenia? Piotr Nieznański, geograf z wykształcenia a pasjonat z wyboru, przyjechał z mobilnym laboratorium, żeby nauczyć młodych rozpoznawać problemy i działać, zanim pojawi się alarm. Bo to oni przejmą odpowiedzialność za miejsce, które zmieniający się klimat może jeszcze nieraz wystawić na próbę.
Piotr Nieznański, jeździ ze swoim mobilnym laboratorium po całej Polsce. Zna każdy zakątek i widzi jak nasza planeta się zmienia. Dziś przyjechał do Wołowa, aby pokazać młodzieży podwodny świat, a jednocześnie uczulić ich na zmiany, które są nieuniknione. Młodzież zagląda pod mikroskopy, bada próbki wody i zapisuje obserwacje. Geografowi zależy, żeby z tych zajęć wyniosła coś więcej niż znajomość wodnych organizmów. Chce przygotować młodych do życia w zmieniającym się klimacie. Do rozpoznawania zagrożeń i działania, zanim pojawi się alarm.
Pod dębem stoi samochód z laboratorium. Wokół stanowisk młodzież z Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego i Zespołu Szkół Zawodowych. Uczniowie oglądają próbki wody, porównują znalezione organizmy z tablicami, oceniają, zapisują wyniki.
Jesteśmy obok i przyglądamy się ich pracy. To, czego gołym okiem niemal nie widać, pod mikroskopem nabiera kształtów. Próbka wody staje się małym światem, który trzeba poznać, zanim wyciągnie się wnioski.
Młodzi mówią nam, że takie zajęcia im się podobają. Mogą sami badać i sprawdzać. Eksperymenty przyciągają uwagę, bo odpowiedź nie czeka w podręczniku, trzeba jej poszukać.
Właśnie na tym zależy Piotrowi Nieznańskiemu, geografowi, dyrektorowi programów środowiskowych.
- Jest to nasz pomysł na edukację szkolną i pozaszkolną, taką, gdzie wyciągamy dzieci, młodzież, ale również ich wychowawców, nauczycieli - opowiada.
Chce, żeby potrafili przyjrzeć się własnej okolicy. Zauważyć, że zmienia się poziom wody w pobliskiej rzece, zapytać o stan stawu, sprawdzić, co dzieje się z lokalnym środowiskiem. A potem poszukać ludzi, z którymi można znaleźć rozwiązanie.
Nieznański ukończył Wydział Nauk o Ziemi Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Zainteresowanie przyrodą i edukacją wyniósł z domu: tata uczył biologii, mama geografii.
Od 1997 roku pracuje w organizacjach społecznych zajmujących się problemami środowiska. Jak mówi, od początku chciał angażować się w działania, które mają wpływ na otaczający świat.
Pomysł mobilnego laboratorium stworzył wspólnie z żoną. Ona wniosła doświadczenia z pracy w instytucjach rządowych i dużym biznesie, on - wieloletnią działalność na rzecz środowiska. Szukali sposobu, żeby młodzież poznawała naturę bezpośrednio.
Tak powstało mobilne laboratorium, które może dojechać nad jezioro, rzekę czy do lasu. Sprzęt przyjeżdża do uczniów, a zajęcia odbywają się tam, gdzie można samodzielnie dotknąć problemu. Dzisiaj takim miejscem jest gmina Wołów.
Tematem zajęć są biowskaźniki - organizmy, których występowanie pomaga ocenić kondycję środowiska wodnego.
- Dzisiaj młodzież sama pobiera próbki z wody, bada organizmy wodne, identyfikuje je - mówi Nieznański.
Przy stanowiskach trzeba się skupić. Obejrzeć próbkę, rozpoznać to, co w niej żyje, porównać obserwacje i zapisać wnioski. Każdy etap wymaga własnej pracy.
Nieznański zwraca uwagę na pułapkę, w którą łatwo wpaść: wygląd wody może nas zmylić. Przejrzysta, pięknie odbijająca światło nie musi być wolna od zanieczyszczeń.
- To pierwsze skojarzenie, że czysta woda, klarowna, niemalże niebieska, to jest właśnie ta, której się możemy napić, wcale tak nie jest - tłumaczy.
Badanie organizmów pomaga poznawać stan ekologiczny wody. Samo nie rozstrzyga jednak, czy nadaje się ona do picia. Uczniowie poznają więc również granice własnego badania: co sprawdzili i na jakie wnioski pozwalają wyniki.
To umiejętność potrzebna daleko poza zajęciami przyrodniczymi. Zanim coś uznamy za prawdę, trzeba wiedzieć, na czym opieramy swoją ocenę.
Pytamy Nieznańskiego o zmiany klimatu. Czy ich skutki rzeczywiście można już zauważyć w codziennym życiu?
- Widzimy i czujemy i w coraz bardziej dramatyczny sposób - odpowiada.
Wskazuje na straty rolnictwa podczas suszy, obniżające się poziomy wód i coraz niższe przepływy w rzekach. Mówi również o gwałtownych opadach, podczas których w krótkim czasie spada tyle wody, że miejska kanalizacja nie nadąża z jej odprowadzaniem.
To właśnie dlatego chce pracować z młodzieżą. Zależy mu, żeby potrafiła obserwować zmiany i rozumiała potrzebę wcześniejszych przygotowań.
- Musimy o tej wodzie myśleć cały czas i traktować ją jako bardzo drogocenny zasób, który musimy na co dzień szanować - podkreśla.
W jego pomyśle edukacja klimatyczna zaczyna się blisko domu. Od rzeki, którą uczniowie znają, zbiornika, obok którego przechodzą, lasu, do którego chodzą na spacer. Łatwiej zrozumieć znaczenie wody, kiedy samemu zobaczy się zależne od niej życie.
Za inicjatywą spotkania stoją gmina Wołów i Rafał Zając, dyrektor wołowskiej biblioteki. W tej gminie rozmowa o wodzie ma szczególny ciężar. We wrześniu 2024 roku Odra zagrażała nadodrzańskim miejscowościom. W Prawikowie mieszkańcy, strażacy i wojsko pracowali przy zabezpieczeniach przez noc. Kolejne komunikaty o poziomie rzeki wyznaczały rytm życia. To nie jest przypadek, że woda wylewa z koryta. Nagłe, duże opady zamieniają rzeki w rwące nurty, a te zalewają wsie.
Dwa lata po powodzi, dorośli zapraszają młodzież do poznawania świata wodnego. Pamięć zagrożenia pozostaje, ale dzisiejsze spotkanie pozwala spojrzeć dalej: jak przygotowywać się wcześniej, jak rozpoznawać problemy, jak ograniczać ich skutki? Jak rozpoznać zagrożenie i jak dbać o to co mamy, a mamy całe bogactwo natury ukryte w łęgach odrzańskich. Kiedy rzeka wyrywa się z koryta to wszystko ginie. Dlatego ważnym lokalnym przykładem jest polder Domaszków-Tarchalice. Ukończona w 2015 roku inwestycja polegała na odsunięciu wału od rzeki i przywróceniu jej ponad 600 hektarów terenu zalewowego. Według WWF Polska rozwiązanie sprawdziło się podczas wezbrania w 2024 roku, pomagając ochronić okoliczne miejscowości - mówi Dariusz Chmura, burmistrz Wołowa, który w 2024 roku razem z wojskiem stał na wałach, pilnując, aby woda nie zalała okolicznych wsi.
- Rzece pozostawiono przestrzeń, w której mogła rozlać się woda. Takie decyzje wymagają wiedzy, planowania i myślenia o skutkach na wiele lat naprzód. Dzisiejsi uczniowie będą kiedyś uczestniczyć w podobnych rozmowach - mówi włodarz.
Nieznański nazywa swoją metodę edukacją sprawczą. W jego programie młodzież przechodzi od rozpoznania lokalnego problemu do proponowania rozwiązania. Po drodze są badania, rozmowy z mieszkańcami, urzędnikami i instytucjami odpowiedzialnymi za klimat, naturę i środowisko. Uczniowie zbierają informacje, porównują je i analizują. Nauczyciel pomaga prowadzić dyskusję, ale zostawia im przestrzeń do samodzielnego myślenia.
- Pokazujemy tej młodzieży, że sama wiedza obecnie nie jest już wystarczająca - mówi geograf.
Potrzebne są również współpraca, umiejętność weryfikowania informacji i kontakt z ludźmi, którzy zajmują się danym problemem. Nieznański chce, żeby młodzi umieli z tych możliwości korzystać. Żeby troska o klimat prowadziła do konkretnych działań.
W Wołowie zaczynają od pobrania próbki, spojrzenia pod mikroskop "wodnego życia" i zapisania obserwacji. Uczą się, że wnioski powinny wynikać z tego, co rzeczywiście sprawdzili.
Dzień kończy spacer po lasach społecznych. Rozmowa prowadzi do Łęgów Odrzańskich - nadrzecznych lasów, starorzeczy i mokradeł. Nadleśnictwo Wołów znalazło się wśród siedmiu nadleśnictw objętych projektem Nadleśnictw Puszczańskich, jako jedyne z Dolnego Śląska w tej grupie.
- Tutaj temat wody wraca w innej skali. Wcześniej uczniowie oglądali życie w próbce. Teraz patrzą na las, którego trwanie również zależy od warunków wodnych i klimatycznych - mówi Rafała Zając, dyrektor Biblioteki Publicznej w Wołowie, organizator wydarzenia. - Zależy mi na tym, aby młodzież poznała nasze magiczne śródlesie - tak nazywa bogactwo przyrodnicze łęgów odrzańskich. - I je chroniła w przyszłości, umiała się nim zająć i o nie zadbać. A zmieniający się klimat, susza, duże opady nie sprzyjają stabilizacji. Trzeba mieć wiedzę jak chronić drzewa, rośliny, zwierzęta, które przy zmianach, cierpią. Inwestycja w naukę, wiedzę, w młodych ludzi, to najlepiej wydane pieniądze.
Zmieniający się klimat wymaga szukania sposobów ochrony tej przestrzeni. Nie każda proponowana zmiana od razu wszystkim się podoba. Tym bardziej potrzebni są ludzie, którzy potrafią pytać, sprawdzać i rozmawiać o konsekwencjach.
Obecni nauczyciele, organizatorzy i samorządowcy nie zawsze będą towarzyszyć dzisiejszym uczniom. Za jakiś czas odpowiedzialność przejdzie na kolejne pokolenie. To ono będzie decydować, jak zagospodarować teren, gdzie zatrzymywać wodę i jak chronić przyrodę swojej gminy, a zmieniający się klimat nie pomoże im.
Piotr Nieznański przyjeżdża ze swoim laboratorium, żeby pomóc im się do tego przygotować.
Młodzi mówią, że podobają im się takie zajęcia. Badają, oceniają, zapisują. Dzisiaj pod mikroskopem oglądają drobne organizmy. Przy okazji uczą się dostrzegać coś znacznie większego: zależność między wodą, klimatem i własnym życiem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze