Reklama

Tu psy śpią na poduszkach. Doba w wołowskim Dogs4love

01/10/2026 17:27

Kanapa zamiast boksu, leśne ścieżki zamiast wybiegu i obecność człowieka od porannej miski po wieczorne układanie się na poduszkach. W Wołowie Maja Pakulska prowadzi „Dogs4love Domowy Hotel dla Psów”. To miejsce, w którym na czas wyjazdu właścicieli czworonogi po prostu wprowadzają się do nowej rodziny.

Pomysł na stworzenie takiego miejsca kiełkował od dawna. Zanim pojawiła się odpowiednia przestrzeń i warunki, były lata czytania o psiej psychologii, obserwowania mechanizmów stadnych i zgłębiania behawioryzmu. Kiedy okoliczności wreszcie pozwoliły, decyzja zapadła bez wahania.

– Postanowiłam pójść na całość – mówi Maja Pakulska. – Od początku było dla mnie oczywiste, że to nie może być tradycyjny hotel z boksami czy kojcami. Chciałam stworzyć hotel domowy z prawdziwego zdarzenia, gdzie zwierzęta wchodzą bezpośrednio w nasz codzienny, rodzinny rytm.

Reklama

 

 

Życie na kanapie i mały pomocnik

Dom przyjął nową rolę bez rewolucji, choć z pełną dyscypliną. Przestrzeń jest niemal w całości otwarta dla czworonogów, choć zamontowano system bramek i zabezpieczeń, który w razie potrzeby pozwala natychmiast odciąć poszczególne pokoje. Na podłogach leżą wygodne legowiska we wszystkich rozmiarach, ale to meble bywają największą atrakcją. Jeśli pies ma w swoim domu nawyk wylegiwania się na fotelu czy sofie, a właściciel nie ma nic przeciwko, nikt mu tego w Wołowie nie zabrania. Zdarza się też, że goście lądują w łóżku gospodarzy.

Reklama

W tej codzienności Maja nie jest sama. Ważnym ogniwem domowego zespołu jest jej dziewięcioletni syn Hubert. Chłopiec nie tylko ma już spore pojęcie o psich sygnałach, ale jego obecność okazuje się nieoceniona w praktyce. Wiele psów trafiających do hotelu wychowuje się na co dzień z dziećmi, więc widok i zapach dziewięciolatka działają na nie uspokajająco, skracając czas oswajania się z nowym miejscem.

 

 

Zanim kliknie klamka

Żeby pod jednym dachem mogło zgodnie funkcjonować kilka obcych sobie psów, nie ma miejsca na przypadek. Podstawowym warunkiem przyjęcia czworonoga jest kastracja lub sterylizacja – to w znacznym stopniu eliminuje zachowania terytorialne, dominacyjne czy skłonność do zaczepek. Drugim warunkiem jest socjalizacja. Pies musi dobrze czuć się w stadzie i nie wykazywać agresji.

Reklama

– Na psy w grupie trzeba mieć stale oko. Cała sztuka polega na tym, by zauważyć napięcie, zanim w ogóle dojdzie do spięcia, i zareagować ułamek sekundy szybciej niż one – tłumaczy założycielka Dogs4love.

Kluczowy jest etap przygotowań. Zanim właściciel zostawi psa na dłużej, oboje przyjeżdżają na spotkania adaptacyjne. Czasem wystarczy jedna wizyta, by zwierzak obwąchał kąty, poznał zapach domowników i sprawdził podwórko. Przy psach lękowych lub wycofanych spotkań bywa kilka. Prawdziwym sprawdzianem była suczka w typie bardzo wymagającej rasy, zmagająca się z silnym lękiem separacyjnym. Jej adaptacja trwała aż dwa miesiące przed planowanym, dziesięciodniowym turnusem. Ostatecznie suczka zaufała na tyle, że uznała Maję za swoją przewodniczkę i stała się jej cieniem – do tego stopnia, że początkowo próbowała jej pilnować nawet przed Hubertem. Doświadczenie i spokój pozwoliły jednak opanować sytuację, a pies spędził pobyt bez traumy.

Reklama

 

 

Podwórko to za mało

Doba w Dogs4love ma swój stały, uporządkowany rytm. Rano cała grupa wychodzi na podwórko, potem przychodzi pora na śniadanie i chwilę lenistwa na trawie. Koło południa zaczyna się najważniejszy punkt dnia – spacer. W zależności od wielkości i energii stada, Maja wychodzi na jedną lub dwie tury, zabierając psy do okolicznych lasów i na łąki.

– Nawet największy ogród jest dla psa tylko przedłużeniem domowego korytarza. Pachnie wciąż tak samo – zaznacza opiekunka. – Żeby pies był naprawdę zrównoważony i zmęczony psychicznie, musi węszyć. Długa linka treningowa w lesie daje mu swobodę, a piętnaście minut szukania smakołyków w trawie wycisza skuteczniej niż półtorej godziny monotonnego marszu.

Reklama

Po powrocie dom zamienia się w strefę relaksu. Część psów ucina sobie drzemkę, inne bawią się zabawkami na podwórku albo towarzyszą Mai przy zwykłych pracach domowych. Jest czas na czesanie, głaskanie i spokojne leżenie obok człowieka. Po popołudniowej kolacji tempo wyraźnie spada. Około godziny dwudziestej w domu panuje już cisza – goście zwijają się w kłębki na kocykach i zasypiają.

 

 

Spokojna głowa na urlopie

Poza opieką całodobową do wołowskiego domu zaglądają też goście na kilka godzin. To psie przedszkole, z którego korzystają właściciele szczeniaków potrzebujących rozładowania energii w zabawie z rówieśnikami, albo opiekunowie starszych psów, które źle znoszą samotność podczas długich godzin pracy domowników. Z kolei na leśne spacery socjalizacyjne zgłaszają się osoby, które z powodu nagłej choroby, kontuzji czy nadgodzin nie są w stanie zapewnić swojemu psu odpowiedniej dawki ruchu w terenie.

Reklama

Dla wielu ludzi oddanie psa pod cudzą opiekę wiąże się ze sporym stresem i wyrzutami sumienia. Dlatego Maja przez cały dzień wysyła właścicielom zdjęcia i krótkie filmiki na WhatsAppie. Krótkie ujęcie z merdającym ogonem w lesie czy zdjęcie z drzemki na kanapie wystarczą, by z opiekunów opadło napięcie.

Praca trwa dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez wolnych weekendów w sezonie urlopowym. Jak mówi Maja Pakulska, rekompensują to poranki, gdy budzi się w pokoju pełnym zaspanych, przyjaznych pysków, i wiadomości od klientów, którzy piszą, że podczas codziennych spacerów po Wołowie ich psy za każdym razem ciągną na smyczy prosto pod furtkę z szyldem Dogs4love.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości