Dolnośląskie safari oficjalnie dobiegło końca, zanim na dobre się zaczęło. Słynna puma z okolic Zagórza Śląskiego, która na dwa dni postawiła na równe nogi służby i mieszkańców, okazała się wyłącznie dziełem czyjegoś programu graficznego. Alarm odwołano, ale autorowi tego „żartu” wkrótce może nie być do śmiechu.
Przez ostatnie dni w regionie zrobiło się naprawdę gorąco. Kiedy Nadleśnictwo Świdnica – opierając się na zgłoszeniu ze Straży Ochrony Przyrody – wydało oficjalne ostrzeżenie przed grasującym drapieżnikiem, niejeden spacerowicz zaczął uważniej patrzeć w korony drzew. Zdjęcie z rzekomej fotopułapki błyskawicznie obiegło sieć, a wyobraźnia mieszkańców zrobiła resztę.
Tymczasem prawda okazała się znacznie mniej dzika. Policyjni specjaliści przyjrzeli się fotografii z bliska i czar prysł. Zamiast rzadkiego okazu fauny odkryto zwykły, choć dość przekonujący fotomontaż.
– Po analizie zdjęcia dokonano ustaleń, że fotografia z pumą nie jest autentyczna – potwierdza asp. Magdalena Ząbek z Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy. Powiatowy Zespół Zarządzania Kryzysowego正式 uspokaja: żadnego wielkiego kota w lasach wokół Zagórza nie ma, a ostrzeżenie zostało wycofane.
O ile jednak internet zdążył już obrócić sprawę w żart, o tyle mundurowym do śmiechu nie jest. Policja szuka twórcy grafiki, który postanowił zabawić się kosztem spokoju mieszkańców i zaangażowania służb. Za wywołanie fałszywego alarmu autorowi mistyfikacji grożą teraz bardzo realne paragrafy, ze sprawą w sądzie włącznie.
Można więc spokojnie wracać na leśne szlaki bez obaw o spotkanie z pumą. Najgroźniejszym, co można tam teraz spotkać, pozostają niezmiennie komary i kleszcze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze