Bawełna czy poliester? Kupując ubrania dla dzieci, często zwracamy uwagę przede wszystkim na cenę, wygląd i rozmiar. Tymczasem Inspekcja Handlowa sprawdziła, czy skład deklarowany na metkach rzeczywiście odpowiada temu, z czego wykonano ubrania. Wyniki kontroli pokazują, że nie zawsze można było ufać etykiecie.
To temat, który może zainteresować także rodziców z powiatu wołowskiego. Wielu mieszkańców na większe zakupy odzieżowe jeździ do Lubina czy Wrocławia, gdzie działają popularne sieciówki z ubraniami dla dzieci. W wykazie produktów zakwestionowanych podczas badań znalazły się m.in. produkty marek i sieci obecnych w tamtejszych galeriach. Niektóre z tych sieci, jak Pepco, mają swoje sklepy również w Wołowie i Brzegu Dolnym.
W pierwszej połowie 2026 roku Inspekcja Handlowa skontrolowała 166 przedsiębiorców i 949 partii odzieży dziecięcej przeznaczonej dla dzieci do 168 cm wzrostu. Sprawdzano m.in. prawidłowość oznakowania, sposób podawania składu oraz zgodność informacji na metkach z rzeczywistym składem materiału.
Nieprawidłowości w oznakowaniu stwierdzono w 188 partiach ubrań. Problemem były m.in. różnice pomiędzy informacją umieszczoną przy produkcie w internecie a tą znajdującą się na ubraniu, stosowanie niewłaściwych nazw włókien, takich jak „cotton” zamiast „bawełna”, oraz niewłaściwa kolejność podawania procentowego składu materiału.
Jeszcze ciekawsze okazały się badania laboratoryjne. Inspektorzy przekazali do nich 113 partii ubrań. W 27 przypadkach, czyli 24 proc. badanych partii, rzeczywisty skład różnił się od tego deklarowanego przez producenta.
Różnice w niektórych przypadkach były niewielkie, ale zdarzały się też bardzo duże rozbieżności.
W wykazie znalazła się między innymi dziecięca piżama Xiaokaitai. Na etykiecie deklarowano 80 proc. bawełny i 20 proc. poliestru. Badanie wykazało jednak 100 proc. poliestru.
Inny przykład to kardigan w rozmiarze 128. Producent deklarował 97 proc. bawełny i 3 proc. elastanu. W rzeczywistości materiał zawierał 48,4 proc. poliestru, 46,1 proc. bawełny i 5,5 proc. wiskozy.
Z kolei w przypadku bluzy dziecięcej deklarowano 95 proc. bawełny i 5 proc. elastanu. Laboratorium wykazało 71,8 proc. bawełny, 23,6 proc. poliestru i 4,6 proc. elastanu.
Wśród zakwestionowanych produktów znalazły się ubrania podmiotów, których marki są dobrze znane rodzicom robiącym zakupy w galeriach handlowych.
W wykazie jest m.in. Pepco Poland. Zakwestionowano spodnie sportowe dziewczęce SKU 62877403. Producent deklarował w materiale głównym 85 proc. bawełny i 15 proc. poliestru. W badanej próbce stwierdzono 83,4 proc. bawełny i 16,6 proc. poliestru. Różnił się także skład ściągacza. Produkt został oznaczony jako niezgodny.
W wykazie znalazły się także spodnie dziecięce marki KiK. Deklarowany skład to 60 proc. bawełny i 40 proc. poliestru. W badanym materiale było 76,1 proc. bawełny i 23,9 proc. poliestru, a skład ściągacza również różnił się od deklaracji.
Kolejne zakwestionowane produkty pochodziły m.in. od CDRL, właściciela marki Coccodrillo. Na liście znalazły się między innymi sweter chłopięcy oraz spodnie dziecięce. W wykazie jest również kurtka firmy LPP, a więc grupy posiadającej takie marki jak Sinsay, Reserved, Cropp czy House.
To ważny kontekst dla mieszkańców naszego regionu. W Lubinie w Cuprum Arenie działają m.in. Pepco, Coccodrillo i Smyk. Sinsay działa również w BIG Lubin przy ul. Paderewskiego, gdzie znajduje się także m.in. Takko.
Nie oznacza to jednak, że konkretne zakwestionowane ubrania były sprzedawane w tych sklepach. Wykaz UOKiK wskazuje produkt oraz podmiot odpowiedzialny za jego wprowadzenie do obrotu, ale nie podaje wszystkich miejsc, w których dana partia mogła trafić do sprzedaży.
W samym powiecie wołowskim również mamy sieci, w których mieszkańcy kupują ubrania dziecięce. Pepco działa w Wołowie i Brzegu Dolnym, a w Brzegu Dolnym znajduje się także KiK.
Nie ma jednak podstaw, by na podstawie ogólnopolskiej kontroli twierdzić, że lokalne sklepy tych sieci sprzedawały zakwestionowane produkty. Kontrola obejmowała 166 przedsiębiorców w całym kraju, a opublikowany wykaz nie wskazuje konkretnych sklepów w naszym powiecie.
Inspekcja Handlowa przypomina, że przed zakupem warto sprawdzić, czy na etykiecie, wszywce lub opakowaniu znajduje się informacja o składzie surowcowym. Nazwy włókien powinny być podane po polsku.
Jeżeli ubranie składa się z kilku rodzajów włókien, ich udział procentowy powinien być podany w kolejności od największego do najmniejszego. Przy określaniu składu nie można też pomijać poszczególnych elementów odzieży.
Inspekcja informuje, że produkty, w których stwierdzono nieprawidłowości, zostały wycofane ze sprzedaży przez skontrolowanych przedsiębiorców. Producentów i importerów poinformowano o nieprawidłowościach i zobowiązano do ich usunięcia.
Kontrole odzieży dziecięcej nadal trwają.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze